Dawno tu nic nie było. Niestety. Chciałam napisać o szwabach i pobycie w szwablandzie, ale od razu jak wróciłam to pojechałam na Fulmana ileśtam w wiadomym celu, a następnie na Startową 16, żeby następnego dnia być niewyspaną i marudną. Następnie wsiadłam w busa do miejsca, w którym nie ma internetu, a do najbliższego sklepu muszę iść kilometr, o najlepszej porze dnia, czyli 6.45. Podobno tak jest najlepiej. Później udałam się do mitycznego Wypizdowa no i właśnie wielki powrót do Lublina. To tyle z mego życiorysu.
No tak naprawdę to nie. Wszystkie ciekawe sprawy, o których można by napisać uległy przedawnieniu. Cóż poradzić.
No ale w skrócie to powiem, że szwaby są beznadziejne, dziwne i noszą skarpetki do sandałów. Zdarzają się oczywiście wyjątki, jak to zawsze bywa. Przełamując moje najbardziej chamskie i uciążliwe cechy, tj. nieśmiałość np. podchodzę do nieznajomych ludzi i 'pstrykam focie', jestem crazy na sto pro po prostu. Ale okazało się, że mój English it's not good enough, a Deutsch to nawet wstyd mówić, więc porzuciłam ambitne plany bratania się z niemiecką młodzieżą. Mogłoby być ciekawie.
Mityczny Wypizdów to miejsce, w którym są komary i jest zimno. A poza tym pada deszcz. Ale nie jestem pewna, czy tak przez cały rok. I internet chodzi wolniej niż ja na lekcje matematyki. Wyobrażacie sobie. W Wypizdowie o dziwo mieszkają ludzie, chodzący na dwóch nogach i generalnie to raczej nie wyróżniają się bardzo. Mają fajny bar, w którym jest fajne fluorescencyjne światło. Rozrywką okolicznej młodzieży jest spacer na cmentarz w nocy. A poza tym to ciągle są tam pogrzeby podobno. Wypizdów to smutne miasto.
Chcę jeszcze dodać, że strasznie się wysilam przy pisaniu tej notki, ale jak trzeba to trzeba. Pusto mi w środku, dlatego nie jestem w stanie wydusić czegoś kreatywnego. Ostatnio mnie wszyscy pytają o studia. Smutne. No więc z Elkonem postanowiłyśmy zadbać o swoją przyszłość. Moje dbanie o przyszłość polega na wejście na stronę perspektywy.pl i wypisywanie kierunków, które mają fajną nazwę i nie wymagają zdania biologii. Spoko, nie? Buddologię np. znalazłam.
***
"... dla mnie faja to synonim wolności." Dla mnie też. Grabaż ; )