Cóż. Moja podświadomość nie jest bogiem i na pewne rzeczy nie ma wpływu. A obecnie cierpię z bardzo głupiego powodu, którego nie zdradzę.
Nie, nie, cierpię. Cierpiałam to kiedyś, to dawno było i nieprawda. Ale przeszkadza mi coś.
Ja bym chciała o coś zapytać. Jednak nie wiem, czy w ogóle mam do tego prawo. Czy wolno mi? Czy mam szansę na prawdziwą, uczciwą odpowiedź?
Ja już nawet nie chcę odpowiedzi dobrej, w pewnych sprawach nie ma dobrych odpowiedzi. Ale zawsze są te prawdziwe, często nie takie, jakie powinny, niezgodne ze scenariuszem, przykre, bolesne, przejrzyste, brutalne.
Osobiście uważam, że kłamstwo to jedna z najpaskudniejszych rzeczy na świecie i staram się jak najrzadziej używać takiego rozwiązania, szczególnie dlatego, że kłamać nie umiem.
Róbmy sobie źle, krzywdźmy, wykorzystujmy, ale nie ukrywajmy tego. Jak ktoś umie kłamać i grać, to bardzo łatwo znaleźć sobie sługę i ustawić się w życiu, ale potem... Potem są te pretensje, bo przecież oszukiwałeś, grałeś nie fair, byłeś nieuczciwy.
Ja nie mam z reguły złych zamiarów w stosunku do nikogo. Jednak gdybym już chciała kogoś zgnębić, to zrobiłabym to po mistrzowsku. Nie moglibyście się przyczepić do żadnego mojego słowa. Bylibyście sami sobie winni, zbyt naiwni, optymistyczni, wymyślilibyście to sobie. Ja byłabym właściwie tylko narzędziem czyjejś osobistej zagłady. Udowodniłabym, że to nie moja wina, bo ja nie kłamałam, to ty sobie dopowiedziałeś, uroiłeś, wymyśliłeś. Jestem czysta.
Mówię jakby coś takiego się zdarzyło. Nie zdarzyło się. Ale mogłoby.
Tu nawet nie chodzi o gnębienie. Każdy chce dobrze, najpierw dla siebie. Czasem czyimś kosztem, ale musi być fair. Równy start, równe szanse (dobra, szanse nigdy nie są równe), ten sam cel, a zdarzają się niesprzyjające rozbieżności.
Chciałabym stanąć po drugiej stronie.
A może nie, może wcale tego nie chcę.
Wiem jedno, nie chcę być ofiarą.
I tu nasuwa się pytanie, które mnie od dawna dręczy.
Jestem czyjąś ofiarą czy swoją własną?
Na pewno nie jestem jeszcze wprawiona, moja pajęczyna lepi mi się do stóp.
Gdyby wolno mi było zapytać...
Raz nie chciałam, nie chciałam odpowiedzieć chociaż to był mój jebany obowiązek i bardzo tego żałuję. Ale czy to ze złej woli było? Z braku szacunku?
Nie, ja się zwyczajnie bałam, byłam współczującym tchórzem i ja nie chcę teraz na odwrót.
Prawda, jakakolwiek, pozwala spokojnie jednak żyć.
Puk, puk.
Czy ja mogę na chwilę?
czwartek, 24 stycznia 2013
wtorek, 22 stycznia 2013
nieszczęśliwi z własnej woli
Nie wiedziałam, czego posłuchać i chcąc się wprawić w nieco lepszy nastrój wpisałam w wyszukiwarce youtube'a słowo "happy". Wyskoczył jakiś chyba videoblog o nazwie "Happy wheels" (sprawdziłam, gość gra w jakąś grę i komentuje łamaną polszczyzną wymieszaną z angielskim, brzmi paskudnie), Don't worry, be happy Boba Marleya, Happy pills Norah Jones i to by było na tyle. Przy czym piosenka tej ostatniej pochodzi z albumu Little broken hearts. No cóż, nie powiedziałabym, że jest wesoła.
Postanowiłam sprawdzić, co znajdę pod hasłem "sad" i tak jak się spodziewałam, pojawiła się cała strona "sad piano melodies", "sad songs", "sad scenes", "sad movies".
Oczywiście, znalazłyby się jakieś motywujące, wesołe piosenki o tym jakie to życie piękne jest itd., jednak podejrzewam, że tych przygnębiających (a szczególnie tych o złamanych sercach) jest znacznie więcej. Więc o co chodzi? Lubimy być nieszczęśliwi?
Jakiś czas temu usłyszałam o mówieniu do podświadomości. Zdecydowałam się poczytać na ten temat i trafiłam na Potęgę podświadomości Josepha Murphy'ego. Cóż, momentami brzmi to jak czarna magia, cuda, modlitwy, czyli to co odrzuciłam jakiś czas temu. Jednak myślę, że ma to sens.
Jest na przykład historia o kobiecie, której spodobała się torba w sklepie lecz była dla niej zbyt droga. Kobieta zamiast stwierdzić, że jej nie stać, uznała przedmiot za swoją własność i powiedziała sobie, że ta torba będzie należała do niej. Tego samego dnia, była to Wigilia, kobieta otrzymała tę samą torbę od męża. I to jest właśnie potęga podświadomości.
Wszystko można przeczytać tu.
No cóż, we wszystkim należy zachować umiar. Ja w całej mojej naiwności nie jestem w stanie w to uwierzyć. Ale inne rzeczy? Wmawianie sobie, że będzie lepiej, wprawianie się w dobry nastrój, mobilizacja?
Przez wiele lat wmawiałam sobie straszne rzeczy. Nie pamiętam nawet kiedy to się zaczęło. Czy chciałam być nieszczęśliwa? Nie, to nie to, ja po prostu nigdy nie wierzyłam, że mogę. Wbiłam to sobie bardzo mocno w głowę, powtarzałam bardzo często, niespecjalnie, tak po prostu wychodziło.
Zrobiłam sobie straszną krzywdę, ja sama i pewnie nie tylko ja na całym świecie. Najpierw trzeba zauważyć i co wtedy?
Zmieniać, walczyć, być. Łatwiej jest być cierpiącym, szczęście wymaga wysiłku, pracy, wiary. Ale chyba warto.
Zaczęłam wymyślać dobre scenariusze. Wmawiam sobie miłe rzeczy i chyba jest jakoś lepiej. A niedługo będzie wiosna. Szczęście jest jeszcze trudniejsze zimą.
Postanowiłam sprawdzić, co znajdę pod hasłem "sad" i tak jak się spodziewałam, pojawiła się cała strona "sad piano melodies", "sad songs", "sad scenes", "sad movies".
Oczywiście, znalazłyby się jakieś motywujące, wesołe piosenki o tym jakie to życie piękne jest itd., jednak podejrzewam, że tych przygnębiających (a szczególnie tych o złamanych sercach) jest znacznie więcej. Więc o co chodzi? Lubimy być nieszczęśliwi?
Jakiś czas temu usłyszałam o mówieniu do podświadomości. Zdecydowałam się poczytać na ten temat i trafiłam na Potęgę podświadomości Josepha Murphy'ego. Cóż, momentami brzmi to jak czarna magia, cuda, modlitwy, czyli to co odrzuciłam jakiś czas temu. Jednak myślę, że ma to sens.
Jest na przykład historia o kobiecie, której spodobała się torba w sklepie lecz była dla niej zbyt droga. Kobieta zamiast stwierdzić, że jej nie stać, uznała przedmiot za swoją własność i powiedziała sobie, że ta torba będzie należała do niej. Tego samego dnia, była to Wigilia, kobieta otrzymała tę samą torbę od męża. I to jest właśnie potęga podświadomości.
Wszystko można przeczytać tu.
No cóż, we wszystkim należy zachować umiar. Ja w całej mojej naiwności nie jestem w stanie w to uwierzyć. Ale inne rzeczy? Wmawianie sobie, że będzie lepiej, wprawianie się w dobry nastrój, mobilizacja?
Przez wiele lat wmawiałam sobie straszne rzeczy. Nie pamiętam nawet kiedy to się zaczęło. Czy chciałam być nieszczęśliwa? Nie, to nie to, ja po prostu nigdy nie wierzyłam, że mogę. Wbiłam to sobie bardzo mocno w głowę, powtarzałam bardzo często, niespecjalnie, tak po prostu wychodziło.
Zrobiłam sobie straszną krzywdę, ja sama i pewnie nie tylko ja na całym świecie. Najpierw trzeba zauważyć i co wtedy?
Zmieniać, walczyć, być. Łatwiej jest być cierpiącym, szczęście wymaga wysiłku, pracy, wiary. Ale chyba warto.
Zaczęłam wymyślać dobre scenariusze. Wmawiam sobie miłe rzeczy i chyba jest jakoś lepiej. A niedługo będzie wiosna. Szczęście jest jeszcze trudniejsze zimą.
Mistrzostwo:
czwartek, 17 stycznia 2013
eksperymenty
odczynniki probówki zlewki destylatory
rozpuszczalniki stężenia
staranne obliczenia
stała równowagi
szybkość reakcji
zmieszać wszystko należy w stosunku
podgrzać
czekać
obserwować
co z tego będzie
czy coś z tego będzie
podobne rozpuszcza się w podobnym
ciała stałe w cieczach
podobno też
plusy przyciągają minusy
a ktoś mi kiedyś powiedział że tym światem rządzi entropia
która jest wielkością niemalejącą
a potem
długo lecz w końcu
wnioski
i pytania jak zawsze:
co robię źle?
co robię źle?
***
Jest dobrze. Chyba.
rozpuszczalniki stężenia
staranne obliczenia
stała równowagi
szybkość reakcji
zmieszać wszystko należy w stosunku
podgrzać
czekać
obserwować
co z tego będzie
czy coś z tego będzie
podobne rozpuszcza się w podobnym
ciała stałe w cieczach
podobno też
plusy przyciągają minusy
a ktoś mi kiedyś powiedział że tym światem rządzi entropia
która jest wielkością niemalejącą
a potem
długo lecz w końcu
wnioski
i pytania jak zawsze:
co robię źle?
co robię źle?
***
Jest dobrze. Chyba.
środa, 9 stycznia 2013
zaskoczenie
Dzisiejszy dzień nie okazał się tym sądnym dniem, kiedy zarobię koła z polskiego. Wszak dziś środa i pani, którą wszyscy serdecznie pozdrawiamy, nie pyta. Jednak jestem pewna, że takowy dzień nastanie. W końcu ile można bezkarnie nie notować, nie czytać i zajmować się pierdołami na języku polskim? Czeka mnie kara boska, czuję to.
Ale chyba się wybitnie nie przejmę tą jedynką, jak już ją dostanę.
Najśmieszniejsze w tym jest to, że ja bardzo lubię literaturę, ja w ogóle lubię wiele rzeczy. Chciałabym być oczytana, wykształcona, rzucać cytatami i nazwiskami na prawo i lewo. To jedno z moich niezliczonych zainteresowań, którego nie rozwijam. Dlaczego? Cóż, jak mam do wyboru pouczyć się, poczytać lekturę albo pójść spać to jednak wolę spać. Szkoda, sen to strata czasu, ale także jedna z moich ulubionych czynności.
Nie chciałabym tu nikogo obwiniać, ale po części do mojego nieróbstwa przyczyniła się polonistka, która mnie niemożliwie wkurwia, jak słucham jej herezji przez co najmniej 3 minuty. Rozsądnie, chroniąc bliźniego i siebie przed tragicznymi konsekwencjami (mogłabym zacząć się bulwersować, przerwać lekcję, bluzgać, krzyczeć, skakać i bić, chyba mam to po ojcu), na czas języka polskiego znajduję sobie jakieś zajęcie i wyłączam się.
Czy ja mam w tym roku jakąś maturę?
Ku memu zaskoczeniu wyniosłam z dzisiejszej lekcji (borze, jaka to była mordęga) coś. Owym czymś był cytat. W czasie zachwytów nad gnojem (w cudzysłowie i dosłownie) kartkowałam sobie antologię. Większość z tych wierszy jest o dupie Maryni, ale coś ciekawego by się znalazło. Dobra, przepraszam za tę profanację, ja po prostu nie rozumiem poezji.
Wczoraj złapałam się na tym, że gdy szłam spać, uśmiechałam się. Zupełnie bez powodu. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej mi się to zdarzyło, a jeśli tak, to musiało być bardzo dawno. Nie wiedziałam, że jestem w stanie to zrobić, chyba wracam do zdrowia. Nie, to źle powiedziane, zawsze byłam jakaś spaczona, wyleczę się.
Naprawdę bardzo się cieszę, że mam teraz problemy na poziomie "nie mam kasy" i "nie mam się w co ubrać". Ale ja naprawdę nie mam się w co ubrać. I jeszcze muszę się nauczyć chodzić na szpilkach. Niezłe wyzwanie, boję się, lecz udać się musi.
Nie wiem, na chuja mi ta studniówka, nic specjalnego.
Dobrze mi idzie wprowadzanie planu w życie od kilku dni, mam nadzieję, że to nie jest tylko okres przejściowy.
No to cytat Leopolda Staffa z wiersza "Przedśpiew":
"Pogodny mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu."
Wiem, ni to jakaś prawda życiowa, ni to porada, jednak bardzo mi pasuje. Tak właśnie się czuję. Nie szykuję się na nic dobrego od życia, ale patrzę na przyszłość z uśmiechem. A będzie ciekawie, dużo przygód, dużo pracy. Będzie, co wspominać.
I nawet teraz, nie żałuję ani trochę tego, co mi przyniosło dużo bólu.
Ale chyba się wybitnie nie przejmę tą jedynką, jak już ją dostanę.
Najśmieszniejsze w tym jest to, że ja bardzo lubię literaturę, ja w ogóle lubię wiele rzeczy. Chciałabym być oczytana, wykształcona, rzucać cytatami i nazwiskami na prawo i lewo. To jedno z moich niezliczonych zainteresowań, którego nie rozwijam. Dlaczego? Cóż, jak mam do wyboru pouczyć się, poczytać lekturę albo pójść spać to jednak wolę spać. Szkoda, sen to strata czasu, ale także jedna z moich ulubionych czynności.
Nie chciałabym tu nikogo obwiniać, ale po części do mojego nieróbstwa przyczyniła się polonistka, która mnie niemożliwie wkurwia, jak słucham jej herezji przez co najmniej 3 minuty. Rozsądnie, chroniąc bliźniego i siebie przed tragicznymi konsekwencjami (mogłabym zacząć się bulwersować, przerwać lekcję, bluzgać, krzyczeć, skakać i bić, chyba mam to po ojcu), na czas języka polskiego znajduję sobie jakieś zajęcie i wyłączam się.
Czy ja mam w tym roku jakąś maturę?
Ku memu zaskoczeniu wyniosłam z dzisiejszej lekcji (borze, jaka to była mordęga) coś. Owym czymś był cytat. W czasie zachwytów nad gnojem (w cudzysłowie i dosłownie) kartkowałam sobie antologię. Większość z tych wierszy jest o dupie Maryni, ale coś ciekawego by się znalazło. Dobra, przepraszam za tę profanację, ja po prostu nie rozumiem poezji.
Wczoraj złapałam się na tym, że gdy szłam spać, uśmiechałam się. Zupełnie bez powodu. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej mi się to zdarzyło, a jeśli tak, to musiało być bardzo dawno. Nie wiedziałam, że jestem w stanie to zrobić, chyba wracam do zdrowia. Nie, to źle powiedziane, zawsze byłam jakaś spaczona, wyleczę się.
Naprawdę bardzo się cieszę, że mam teraz problemy na poziomie "nie mam kasy" i "nie mam się w co ubrać". Ale ja naprawdę nie mam się w co ubrać. I jeszcze muszę się nauczyć chodzić na szpilkach. Niezłe wyzwanie, boję się, lecz udać się musi.
Nie wiem, na chuja mi ta studniówka, nic specjalnego.
Dobrze mi idzie wprowadzanie planu w życie od kilku dni, mam nadzieję, że to nie jest tylko okres przejściowy.
No to cytat Leopolda Staffa z wiersza "Przedśpiew":
"Pogodny mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu."
Wiem, ni to jakaś prawda życiowa, ni to porada, jednak bardzo mi pasuje. Tak właśnie się czuję. Nie szykuję się na nic dobrego od życia, ale patrzę na przyszłość z uśmiechem. A będzie ciekawie, dużo przygód, dużo pracy. Będzie, co wspominać.
I nawet teraz, nie żałuję ani trochę tego, co mi przyniosło dużo bólu.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
przymiotnik, stopień najwyższy
Czasami myślę o tym, jakie ładne obrazki mogłyby powstać z naszych historii.
Jaką piękną mogłabym mieć kronikę.
Na każdym zdjęciu byłabym ja, zawsze z kimś.
Zastanawiam się, jaki mam wyraz twarzy, gdy czuję się najszczęśliwsza na świecie, kiedy tonę w tym uczuciu, włączam wszystkie zmysły.
Jak wtedy wyglądam? Czy jest coś ukrytego w moich oczach? Czy moja skóra promienieje? Czy twarz ma kolor mniej blady?
Czy można zauważyć to uczucie absolutu, bezgranicznej przyjemności, która za chwilę będzie tylko wspomnieniem?
Te najpiękniejsze, po części zmyślone albumy trzymam w pamięci, ale pamięć zaciera twarze dawno niewidziane.
Tyle zdjęć, które pozostaną tylko w głowie...
Tyle obrazków, które będą zawsze tylko wyobraźnią...
Bo to wszystko to myśli tylko, większość to myśli.
Chcę, nie chcę, marzę, a później lubię, tęsknię, pragnę, nienawidzę.
Każdy ma swój świat - wolną interpretację rzeczywistości.
Dlaczego tak trudno pożegnać się z myślą?
***
Już niedługo do lepszego.
Powiem wam, bywam szczęśliwa, szczęśliwsza i najszczęśliwsza. Ale czy to tak się da cały czas?
Mężczyzna moich marzeń niemożliwie się obija. I wszyscy wiemy dlaczego. ; )
One day, baby, we'll be old...
Jaką piękną mogłabym mieć kronikę.
Na każdym zdjęciu byłabym ja, zawsze z kimś.
Zastanawiam się, jaki mam wyraz twarzy, gdy czuję się najszczęśliwsza na świecie, kiedy tonę w tym uczuciu, włączam wszystkie zmysły.
Jak wtedy wyglądam? Czy jest coś ukrytego w moich oczach? Czy moja skóra promienieje? Czy twarz ma kolor mniej blady?
Czy można zauważyć to uczucie absolutu, bezgranicznej przyjemności, która za chwilę będzie tylko wspomnieniem?
Te najpiękniejsze, po części zmyślone albumy trzymam w pamięci, ale pamięć zaciera twarze dawno niewidziane.
Tyle zdjęć, które pozostaną tylko w głowie...
Tyle obrazków, które będą zawsze tylko wyobraźnią...
Bo to wszystko to myśli tylko, większość to myśli.
Chcę, nie chcę, marzę, a później lubię, tęsknię, pragnę, nienawidzę.
Każdy ma swój świat - wolną interpretację rzeczywistości.
Dlaczego tak trudno pożegnać się z myślą?
***
Już niedługo do lepszego.
Powiem wam, bywam szczęśliwa, szczęśliwsza i najszczęśliwsza. Ale czy to tak się da cały czas?
Mężczyzna moich marzeń niemożliwie się obija. I wszyscy wiemy dlaczego. ; )
One day, baby, we'll be old...
czwartek, 3 stycznia 2013
my future
Chcesz motywacji? Pomyśl sobie, jest ci tu dobrze? Wygodnie? Tak ma być?
Nam nigdy nie wystarcza, a ja sobie nie wyobrażam, że mogłoby tak zostać.
Niedługo zamieszkam daleko stąd. Będę wracała do spokojnego domu. Lodówka będzie wyposażona w dobre rzeczy i będę sobie robiła wyrafinowane śniadania, obiady, kolacje, desery (jedzenie jest sztuką, przynajmniej dla mnie). Nikt mi nie będzie przeszkadzał w odpoczynku i nauce. Będę miała ładnie umeblowany pokój. Będę mieszkała w wielkim mieście, gdzie jest dużo galerii handlowych.
Będę pięknie, dumnie kroczyć w szpilkach w budynku politechniki.
Będę grać na fortepianie.
Będę miała umiar we wszystkim.
Będę chodzić do kina, teatru, filharmonii, na imprezy, do baru.
Będę pisać scenariusze i organizować ekipy, kręcić.
Raz na czas będę wracać tu, bo jednak mam do czego wracać.
I może, może, nie będę szczęśliwa, chociaż to w końcu przyjdzie, ale przede wszystkim, będę z siebie zadowolona.
Nie zrobię nic głupiego, nieodpowiedzialnego. Pogodzę się ze sobą. Uratuję.
Ułożę to wszystko, będę mieć kręgosłup, bo czeka mnie też wiele niedobrego.
Już niedługo.
Tak właśnie będzie. Będę kobietą sukcesu, jednak trochę nie taką, jaką opisywałam wcześniej. Nie neguję, dziękuję, cierpię, by mieć chwilkę cudownego uniesienia.
Jestem na najlepszej drodze, więc teraz do roboty. Pracuj na to, by tak było.
Chyba jednak chce mi się żyć. I wyglądam fucking gorgeous, czego byście nie mówili.
Pozdrawiam, trzeba porozpierdalać trochę zadanek z matmy.
***
Zauważyłam, że ja rzeczywiście jestem ekstremalnym pesymistą. Jak źle się dzieje, to piszę, że źle się dzieje i się opierdalam. Jak nic się nie dzieje, to chcę, żeby coś się działo i narzekam na nudę. Jak się dzieje dobrze, to tego nie zauważam lub nie zdążam o tym napisać, bo szybko się pierdoli.
Boże, głupia idiotko, koniec z tym.
Nam nigdy nie wystarcza, a ja sobie nie wyobrażam, że mogłoby tak zostać.
Niedługo zamieszkam daleko stąd. Będę wracała do spokojnego domu. Lodówka będzie wyposażona w dobre rzeczy i będę sobie robiła wyrafinowane śniadania, obiady, kolacje, desery (jedzenie jest sztuką, przynajmniej dla mnie). Nikt mi nie będzie przeszkadzał w odpoczynku i nauce. Będę miała ładnie umeblowany pokój. Będę mieszkała w wielkim mieście, gdzie jest dużo galerii handlowych.
Będę pięknie, dumnie kroczyć w szpilkach w budynku politechniki.
Będę grać na fortepianie.
Będę miała umiar we wszystkim.
Będę chodzić do kina, teatru, filharmonii, na imprezy, do baru.
Będę pisać scenariusze i organizować ekipy, kręcić.
Raz na czas będę wracać tu, bo jednak mam do czego wracać.
I może, może, nie będę szczęśliwa, chociaż to w końcu przyjdzie, ale przede wszystkim, będę z siebie zadowolona.
Nie zrobię nic głupiego, nieodpowiedzialnego. Pogodzę się ze sobą. Uratuję.
Ułożę to wszystko, będę mieć kręgosłup, bo czeka mnie też wiele niedobrego.
Już niedługo.
Tak właśnie będzie. Będę kobietą sukcesu, jednak trochę nie taką, jaką opisywałam wcześniej. Nie neguję, dziękuję, cierpię, by mieć chwilkę cudownego uniesienia.
Jestem na najlepszej drodze, więc teraz do roboty. Pracuj na to, by tak było.
Chyba jednak chce mi się żyć. I wyglądam fucking gorgeous, czego byście nie mówili.
Pozdrawiam, trzeba porozpierdalać trochę zadanek z matmy.
***
Zauważyłam, że ja rzeczywiście jestem ekstremalnym pesymistą. Jak źle się dzieje, to piszę, że źle się dzieje i się opierdalam. Jak nic się nie dzieje, to chcę, żeby coś się działo i narzekam na nudę. Jak się dzieje dobrze, to tego nie zauważam lub nie zdążam o tym napisać, bo szybko się pierdoli.
Boże, głupia idiotko, koniec z tym.
wtorek, 1 stycznia 2013
szczęśliwego nowego życia
I co z tego?
Będziemy pisać inną cyferkę w dacie.
To tylko 365 dni, które nazwaliśmy sobie rokiem.
I co z tego?
Nadal będziemy tymi samymi ludźmi.
Spragnionymi, głodnymi, cierpiącymi na choroby, których tajemnicze nazwy znane są tylko psychologom.
I co z tego?
Nic się nie zmieni, zmiany zachodzą stopniowo
Za rok o tej porze
znów zobaczymy się w stałym składzie tj. ja, ja i ja
Będziemy się chciały nawzajem zabijać i poprawiać
I co z tego?
Spojrzymy na ciemne niebo, będzie zimno i źle i pomyślimy, że ładne te fajerwerki
I będziemy sobie wmawiać, że jest dobrze
I co z tego?
Co jakiś czas obudzimy się i zapłaczemy nad swym marnym losem
Następnie zganimy się za użalanie
Tak, bardzo lubimy się użalać
Bardzo lubimy wbijać w siebie ostre przedmioty
Będziemy tłuc butelki pod własnymi nogami
Uwielbiamy być masochistami
I co z tego?
Nie chcę szczęśliwego nowego roku, chcę szczęśliwego nowego życia
Różnie jest, raz lepiej, raz gorzej, z naciskiem na chujowo.
Ale przecież dobrze wiem,
winowajca jest oczywisty
To ty sam, to ty nienawidzisz i bezczelnie nic z tym nie robisz.
Tak bardzo chciałabym uwierzyć, że to nieprawda
że to nie przeze mnie
Ale...
ja chyba nie potrafię, ja już mam się dosyć.
Tak, jasne, najlepiej powiedzieć "nie umiem" i się opierdalać.
Czasem tracę zdolność prawidłowego myślenia, właściwie to nigdy jej nie miałam, dopiero się uczę.
Chciałabym, gdy mnie zapyta ktoś, czy było mi ciężko, chciałabym powiedzieć: "Było ciężko. Ale poradziłam sobie."
Szczęścia wszystkim.
***
Dlaczego, kurwa, nie kupiłam sobie wody na dzisiaj?
Będziemy pisać inną cyferkę w dacie.
To tylko 365 dni, które nazwaliśmy sobie rokiem.
I co z tego?
Nadal będziemy tymi samymi ludźmi.
Spragnionymi, głodnymi, cierpiącymi na choroby, których tajemnicze nazwy znane są tylko psychologom.
I co z tego?
Nic się nie zmieni, zmiany zachodzą stopniowo
Za rok o tej porze
znów zobaczymy się w stałym składzie tj. ja, ja i ja
Będziemy się chciały nawzajem zabijać i poprawiać
I co z tego?
Spojrzymy na ciemne niebo, będzie zimno i źle i pomyślimy, że ładne te fajerwerki
I będziemy sobie wmawiać, że jest dobrze
I co z tego?
Co jakiś czas obudzimy się i zapłaczemy nad swym marnym losem
Następnie zganimy się za użalanie
Tak, bardzo lubimy się użalać
Bardzo lubimy wbijać w siebie ostre przedmioty
Będziemy tłuc butelki pod własnymi nogami
Uwielbiamy być masochistami
I co z tego?
Nie chcę szczęśliwego nowego roku, chcę szczęśliwego nowego życia
Różnie jest, raz lepiej, raz gorzej, z naciskiem na chujowo.
Ale przecież dobrze wiem,
winowajca jest oczywisty
To ty sam, to ty nienawidzisz i bezczelnie nic z tym nie robisz.
Tak bardzo chciałabym uwierzyć, że to nieprawda
że to nie przeze mnie
Ale...
ja chyba nie potrafię, ja już mam się dosyć.
Tak, jasne, najlepiej powiedzieć "nie umiem" i się opierdalać.
Czasem tracę zdolność prawidłowego myślenia, właściwie to nigdy jej nie miałam, dopiero się uczę.
Chciałabym, gdy mnie zapyta ktoś, czy było mi ciężko, chciałabym powiedzieć: "Było ciężko. Ale poradziłam sobie."
Szczęścia wszystkim.
***
Dlaczego, kurwa, nie kupiłam sobie wody na dzisiaj?
Subskrybuj:
Posty (Atom)