Wyćwiczę moją niecierpliwość i marudność i słabość. Bo nie lubię łatwiejszych rozwiązań. Bo będzie ciężko, ale będzie.
Bardzo proszę, żeby się jakoś udało, co się ma udać. Żeby troszeczkę ode mnie zależało. Żebym wytrzymała. Żebym się pozbierała i uśmiechnęła. Żeby mama wyjechała po świętach i żeby czas był rozciągliwy i leniwy wtedy, kiedy trzeba.
Bardzo cię proszę, mała dziewczynko i duży chłopcze. Bardzo cię proszę, ty, który masz wpływ na to, co się dzieje.
Może tak naprawdę to niczego nie zmieni.
niedziela, 30 września 2012
niedziela, 23 września 2012
nie wiem nic
Co jakiś czas. Znowu. To samo.
Te same tkliwe piosenki w odtwarzaczu.
Te same leniwe niedziele pod tytułem "nie wychodzę z łóżka".
Te same wyrzuty, że nie robisz tego, co należy.
Ta sama beznadziejność w każdym zakamarku pokoju.
Te same tłukące się myśli o kości czaszki.
Te same rozczarowania i niepewności.
Te same powroty do codzienności z pytaniem "po co?"
Przekonanie, że nie ma dokąd wracać i że tak naprawdę, czego bym nie robiła, nie będzie.
Nie będzie miejsca nigdzie takiego, do którego mogłabym i chciałabym wrócić.
To miejsce będzie zawsze chorym urojeniem mózgu. I niczym więcej.
Za każdym razem ciężko mi się pożegnać i zacząć znowu to, co należy. Wykonywać zwykłe czynności. Żyć przeciętnie, bez finezji, ale tak, jak trzeba. Ciężko mi porzucić domek z piernika polany lukrem, który istniał tylko w głowie.
Trzeba żyć tu i teraz i nigdzie indziej i liczy się to, co realne i co można i się da.
W normie, w normie, norma jest dobra.
Przynajmniej jest stabilnie. Muszę... się podnieść.
Te same tkliwe piosenki w odtwarzaczu.
Te same leniwe niedziele pod tytułem "nie wychodzę z łóżka".
Te same wyrzuty, że nie robisz tego, co należy.
Ta sama beznadziejność w każdym zakamarku pokoju.
Te same tłukące się myśli o kości czaszki.
Te same rozczarowania i niepewności.
Te same powroty do codzienności z pytaniem "po co?"
Przekonanie, że nie ma dokąd wracać i że tak naprawdę, czego bym nie robiła, nie będzie.
Nie będzie miejsca nigdzie takiego, do którego mogłabym i chciałabym wrócić.
To miejsce będzie zawsze chorym urojeniem mózgu. I niczym więcej.
Za każdym razem ciężko mi się pożegnać i zacząć znowu to, co należy. Wykonywać zwykłe czynności. Żyć przeciętnie, bez finezji, ale tak, jak trzeba. Ciężko mi porzucić domek z piernika polany lukrem, który istniał tylko w głowie.
Trzeba żyć tu i teraz i nigdzie indziej i liczy się to, co realne i co można i się da.
W normie, w normie, norma jest dobra.
Przynajmniej jest stabilnie. Muszę... się podnieść.
sobota, 15 września 2012
nie warto chcieć
Zamykam ledwo otwartą książkę. Zdążyłam tylko przejechać po zapisanych stronach. Już ją zamykam z hukiem. Niech się zakurzy i zginie, gdzieś w zakamarkach. Zapowiadała się ciekawie, ale nigdy nie wiadomo, jakby akcja się rozwinęła. Może nie według moich oczekiwań, może czułabym się źle po przeczytaniu książki. A teraz nie wrócę już do niej, położę na najniższą półkę świadomości.
Ja wiedziałam, że nie warto, ja wiedziałam, że trzeba czytać lektury, to co wszyscy. Nad łóżkiem bykami napisane NIE ZAJMOWAĆ SIĘ PIERDOŁAMI!!!!! podkreślone wiele razy. Ja nie słucham się nawet siebie. A może mam jednak trochę więcej opanowania i siły.
Przede mną ciemno, jak zwykle, ja wiedziałam, że się tylko przeliczam, a potem jest niedobrze. Tak już bywa, niestety.
Zawsze po imieniu i nazwisku będę mieć jeszcze jedno - Głupia. Może kiedyś zapamiętam lepiej i nie będę się kretyńsko uśmiechać.
Chujowo z mojej strony. Nie zajmować się pierdołami. Wszystko w normie.
Tylko, że dla mnie nie ma "nie mogę". Jak chcę, to mogę. Ale chyba nie warto chcieć.
Ja wiedziałam, że nie warto, ja wiedziałam, że trzeba czytać lektury, to co wszyscy. Nad łóżkiem bykami napisane NIE ZAJMOWAĆ SIĘ PIERDOŁAMI!!!!! podkreślone wiele razy. Ja nie słucham się nawet siebie. A może mam jednak trochę więcej opanowania i siły.
Przede mną ciemno, jak zwykle, ja wiedziałam, że się tylko przeliczam, a potem jest niedobrze. Tak już bywa, niestety.
Zawsze po imieniu i nazwisku będę mieć jeszcze jedno - Głupia. Może kiedyś zapamiętam lepiej i nie będę się kretyńsko uśmiechać.
Chujowo z mojej strony. Nie zajmować się pierdołami. Wszystko w normie.
Tylko, że dla mnie nie ma "nie mogę". Jak chcę, to mogę. Ale chyba nie warto chcieć.
wtorek, 11 września 2012
błędy
Tak mało znam słów i tak mało wiem. Tak mało widziałam i przeżyłam. Nie nauczyłam się wiele, a zazwyczaj zapominam o tych cennych naukach. Jestem malutka, ale nie różnię się od was. Bo wy też nie wiecie, bo wy też jeszcze nie macie kontrargumentów dla sumienia. Wymagajcie od siebie troszeczkę mniej, a dogonię was moim powolnym chwiejnym kroczkiem. Ale i tak patrzycie na mnie jak na śmieszną mróweczkę, na którą spadła kropla wody.
Tak dużo wody, tak mało mnie. Trzeba się nauczyć pływać, bo na razie nie mogę wyjść na ląd.
Mnie się wydaje, że wszyscy nagle obrali inny kierunek niż ja. Założyliście te anonimowe maski z głupimi, fałszywymi uśmiechami. Ale może to nie było warto. Może dobrze się stało, że źle się stało, chociaż w sumie nic się nie stało. Gnijcie ze sobą, powodzenia. Mnie już tu nie ma. Ja jestem gdzie indziej, daleko stąd.
Niosę ze sobą malutki woreczek zarzucony na kij. Ja jestem włóczykij, chodzę sama, ale nie wiem, czy z wyboru. Zawsze zbaczałam ze ścieżki, ale na ścieżce był ktoś jeszcze, zauważyłam, że nie ma, wszyscy poszli gdzie indziej. Zboczyłam jeszcze bardziej. Ale ja zawsze wracam. Nigdzie sobie nie poszłam. Choć zaczęłam myśleć, że może już pora. Nie wiem, czy jest taka pora.
Idę dalej, spróbuję wiedzieć, gdzie jest nieprzekraczalna granica. Nie chodzić po najwęższej nitce, bo nawet te buty nie chronią przed upadkiem. Ja się potrafię potknąć o własne stopy przecież.
Idę, tam, gdzie idę, jest tylko ciemno, nie ma jasnych punktów. A kogo czeka coś dobrego? Najlepsze to, czego się nie spodziewasz, nie spodziewaj się dobrego.
Już dawno porzuciłam głupie nadzieje, a może to nie były nadzieje, bo wszystko lepsze niż to. Ale nieprawda, tu jest w normie. Przez pewien czas musi być stabilnie, choć to takie nie moje.
Tak dużo wody, tak mało mnie. Trzeba się nauczyć pływać, bo na razie nie mogę wyjść na ląd.
Mnie się wydaje, że wszyscy nagle obrali inny kierunek niż ja. Założyliście te anonimowe maski z głupimi, fałszywymi uśmiechami. Ale może to nie było warto. Może dobrze się stało, że źle się stało, chociaż w sumie nic się nie stało. Gnijcie ze sobą, powodzenia. Mnie już tu nie ma. Ja jestem gdzie indziej, daleko stąd.
Niosę ze sobą malutki woreczek zarzucony na kij. Ja jestem włóczykij, chodzę sama, ale nie wiem, czy z wyboru. Zawsze zbaczałam ze ścieżki, ale na ścieżce był ktoś jeszcze, zauważyłam, że nie ma, wszyscy poszli gdzie indziej. Zboczyłam jeszcze bardziej. Ale ja zawsze wracam. Nigdzie sobie nie poszłam. Choć zaczęłam myśleć, że może już pora. Nie wiem, czy jest taka pora.
Idę dalej, spróbuję wiedzieć, gdzie jest nieprzekraczalna granica. Nie chodzić po najwęższej nitce, bo nawet te buty nie chronią przed upadkiem. Ja się potrafię potknąć o własne stopy przecież.
Idę, tam, gdzie idę, jest tylko ciemno, nie ma jasnych punktów. A kogo czeka coś dobrego? Najlepsze to, czego się nie spodziewasz, nie spodziewaj się dobrego.
Już dawno porzuciłam głupie nadzieje, a może to nie były nadzieje, bo wszystko lepsze niż to. Ale nieprawda, tu jest w normie. Przez pewien czas musi być stabilnie, choć to takie nie moje.
niedziela, 9 września 2012
głupie
Spójrz. Nie masz nic, a opowiadasz jak zwojujesz świat, jak wejdziesz na najwyższy szczyt i na wszystkich będziesz patrzeć z góry. Ale to ty jesteś nieudacznikiem, umiesz tylko powiedzieć i stoisz w miejscu. Robisz takie dorosłe rzeczy, będąc jeszcze dzieckiem z niedoborem hormonu wzrostu, niedowagą i spaczonym spojrzeniem na rzeczywistość.
Ja bym chciała powiedzieć, że to nie moja wina. Że to JEJ I JEGO wina, tych, co się nie opuszczają aż do śmierci, ale nie mogą na siebie patrzeć. Ja bym chciała się usprawiedliwiać, bo przecież wszystko w porządku tylko to i tamto mi nie wyszło, tylko to zepsułam doszczętnie, tylko czasami coraz częściej bywam nieodpowiedzialna. Ja bym chciała mówić, że gdyby nie oni, to bym była najlepsza na świecie, to by mi się wszystko ułożyło i w ogóle byłoby fajnie.
I chociaż pępowina jest długa, może za długo to tylko przycięta, nieodcięta całkowicie, ciągnie się ze mną. Ale to moja wina, to ja zrobiłam to i nie zrobiłam tego i spieprzyłam jeszcze inne całkiem tamto. Przecież ja wiedziałam, że tego nie można, że nie baw się zapałkami, bo będziesz sikać w nocy, że nie chodź sama po ulicach w ciemności. Ja wiedziałam, ale my się nie boimy, nam nic się nie stanie, bo nigdy się nic w tym życiu nie dzieje. Przepraszam mnie, za głupie jesteśmy na swój wiek i śmieszne w dodatku, nikt nie traktuje nas poważnie, w sumie mają rację.
A to zawsze trzeba dobrze wybrać, choć nie wiadomo, co to dobrze, choć robimy zawsze na przekór. Ale może będziemy lepsi. I jeszcze lepsi. Będziemy, musimy.
Nie wiem, co ze mną, mogę mieć wszystko, a chcę akurat to konkretne tj. wydaje mi się, że chcę. A tak naprawdę to wszystkim wam mówię: nie można się zajmować takimi pierdołami, trzeba się wziąć za poważne rzeczy, naukę na przykład.
Ale ja jestem zabawna.
środa, 5 września 2012
zbrukana
Kiedyś babcia mi mówiła, że nie muszę się spowiadać, bo nie popełniam prawdziwych grzechów. Prawdziwe grzechy popełniają tylko dorośli. A co to jest jak nie jestem dorosła i czuję wstręt do siebie? Już nie mogę sobie powiedzieć jaka jestem fair, a świat w stosunku do mnie niefair. Zalega mi paskudna wydzielina na sumieniu. Moje ciało jest lepkie, brudne i chropowate.
Biegnę do wodopoju, ale dla mnie zabrakło wody by się umyć. Ale umyję moje spierzchnięte, brzydkie dłonie i będę nienawidzić tej osoby trochę mniej.
Do tej pory jakoś było, nie wiedziałam, że choruję na jakąś niepoznaną chorobę. Bardzo niebezpieczną - gonitwa za niebezpieczeństwem. Jednak ode mnie zależy to, kiedy zaleję rozsądek kolejnymi porcjami napoju dla dorosłych.
Nocą ulice są złe, ale niektórzy myślą, że im nic nie grozi.
A lata mądrym nie czynią. Zniszczyłam miesiące pracy, ale naprostujemy się, naprawimy. Niestety, my uczymy się na własnych błędach, a potem rzygamy wczorajszymi zbrodniami.
Będzie lepiej, weź się w garść.
Przeprowadziłam eksperyment. Chyba nie wyszedł. Może pomyliłam odczynniki.
Bo wiesz, chodzi o to, żeby trafić na właściwą osobę, czas, miejsce, wilgotność powietrza, temperaturę, zachmurzenie, elektroujemność, nastrój, liczbę, barwę, wysokość, drgania fal dźwiękowych, chęci, środowisko, poziom upojenia, odporność organizmu, ścieżkę dźwiękową, tło wydarzeń i wiele innych czynników...
Biegnę do wodopoju, ale dla mnie zabrakło wody by się umyć. Ale umyję moje spierzchnięte, brzydkie dłonie i będę nienawidzić tej osoby trochę mniej.
Do tej pory jakoś było, nie wiedziałam, że choruję na jakąś niepoznaną chorobę. Bardzo niebezpieczną - gonitwa za niebezpieczeństwem. Jednak ode mnie zależy to, kiedy zaleję rozsądek kolejnymi porcjami napoju dla dorosłych.
Nocą ulice są złe, ale niektórzy myślą, że im nic nie grozi.
A lata mądrym nie czynią. Zniszczyłam miesiące pracy, ale naprostujemy się, naprawimy. Niestety, my uczymy się na własnych błędach, a potem rzygamy wczorajszymi zbrodniami.
Będzie lepiej, weź się w garść.
Przeprowadziłam eksperyment. Chyba nie wyszedł. Może pomyliłam odczynniki.
Bo wiesz, chodzi o to, żeby trafić na właściwą osobę, czas, miejsce, wilgotność powietrza, temperaturę, zachmurzenie, elektroujemność, nastrój, liczbę, barwę, wysokość, drgania fal dźwiękowych, chęci, środowisko, poziom upojenia, odporność organizmu, ścieżkę dźwiękową, tło wydarzeń i wiele innych czynników...
sobota, 1 września 2012
wydaje
Tak sobie spoglądam na ten księżyc. On się chowa i wygląda, jakby czegoś ode mnie chciał. Bo księżyc jest taki romantyczny...
Ale on nic nie chce, mi się tak tylko wydaje.
Mi się wiele rzeczy wydaje już po fakcie, że to, co powiedziałam, to mogłam powiedzieć inaczej. Że tak naprawdę chciałam, ale wtedy nie chciałam i już nie wiem...
Po fakcie to już wygląda inaczej. Wyrzucamy sobie, że można było inaczej... Ale wiesz, tak właśnie musiało być. Więc jeśli w tamtej teraźniejszej chwili powiedziałaś tak, to tak miałaś powiedzieć i nie mogło być inaczej.
Ja tak czasami sobie tęsknię, mi się wydaje. Bo wiesz, wtedy było inaczej, lepiej, wtedy były gwiazdy nad głową, a ja byłam obok.
Ale teraz nie jesteśmy i nie będziemy nigdy i tak właśnie ma być. I będziemy sypiać we własnych łóżkach i nie będziemy się dzielić swoimi myślami. Tak będzie, tu jest moje życie, a tam twoje, wasze. Jesteśmy tacy uporządkowani i nieszczęśliwi. Bo nie doceniamy tego, co mamy.
Ty powiedziałeś, że nie wiem, czego chcę, a ja odpowiedziałam, że wiem, czego nie chcę. I dużo jest tego, co nie chcę, ale nie da się wykrystalizować tego, co chcę.
I tak będzie, będziemy osobno, przyjdą inni następni, wyciśniemy ich jak wodę z gąbki, zostawimy i pójdziemy dalej.
Mi się tylko wydaje, ale może wróć już, bo mi się tu nie podoba, bo jednak tam były gwiazdy na niebie, a księżyc mnie nie podglądał, może wróć, będzie niebezpiecznie.
Albo nie, niech będzie tak jak teraz, przynajmniej miło się wspominamy, pewnie ja ciebie milej niż ty mnie, bo taka już jestem
gorzka czekolada.
Ale on nic nie chce, mi się tak tylko wydaje.
Mi się wiele rzeczy wydaje już po fakcie, że to, co powiedziałam, to mogłam powiedzieć inaczej. Że tak naprawdę chciałam, ale wtedy nie chciałam i już nie wiem...
Po fakcie to już wygląda inaczej. Wyrzucamy sobie, że można było inaczej... Ale wiesz, tak właśnie musiało być. Więc jeśli w tamtej teraźniejszej chwili powiedziałaś tak, to tak miałaś powiedzieć i nie mogło być inaczej.
Ja tak czasami sobie tęsknię, mi się wydaje. Bo wiesz, wtedy było inaczej, lepiej, wtedy były gwiazdy nad głową, a ja byłam obok.
Ale teraz nie jesteśmy i nie będziemy nigdy i tak właśnie ma być. I będziemy sypiać we własnych łóżkach i nie będziemy się dzielić swoimi myślami. Tak będzie, tu jest moje życie, a tam twoje, wasze. Jesteśmy tacy uporządkowani i nieszczęśliwi. Bo nie doceniamy tego, co mamy.
Ty powiedziałeś, że nie wiem, czego chcę, a ja odpowiedziałam, że wiem, czego nie chcę. I dużo jest tego, co nie chcę, ale nie da się wykrystalizować tego, co chcę.
I tak będzie, będziemy osobno, przyjdą inni następni, wyciśniemy ich jak wodę z gąbki, zostawimy i pójdziemy dalej.
Mi się tylko wydaje, ale może wróć już, bo mi się tu nie podoba, bo jednak tam były gwiazdy na niebie, a księżyc mnie nie podglądał, może wróć, będzie niebezpiecznie.
Albo nie, niech będzie tak jak teraz, przynajmniej miło się wspominamy, pewnie ja ciebie milej niż ty mnie, bo taka już jestem
gorzka czekolada.
Subskrybuj:
Posty (Atom)