Gdyby to co dla mnie całym światem nie było na niby...
Gdyby dla mnie na niby nie był twój cały świat...
Gdybyśmy nie udawali czy to przez przypadek, niechcący, przepraszam czy zaplanowanym groźnym krokiem z miną chcę cię zniszczyć...
Wiesz, wtedy byłoby całkiem znośnie.
Jednak nie jest. Wspomnienia gniją w wilgoci łez, w pozagryzanych wargach. Fermentują, boleśnie mija ich data ważności. Ty ciągle chcesz do nich wracać, dotykać ich, głaskać, ale nie. Teraz mają paskudny gorzki posmak zgnilizny. Teraz śmierdzą, cuchną, są lepkie, już nie te same. Zapytasz może z czyjej to winy podczas gdy ktoś inny obwinia ciebie o swoje zepsute wspomnienia.
A mogłyby zestarzeć się na tronie. Mogłoby być przyjemnie wracać zawsze to jedynego miłego miejsca. Mogłabyś je przytulać, wciąż byłyby piękne i miłe w dotyku. Gdyby to nie było na niby.
Ale to nie jest najgorsze, moje kochanie. Nie mówiłam tak dawno do ciebie, bo uparłaś się, że jesteś już duża, że już wiesz. Ale, malutkie moje, co jakiś czas trzeba się dowiedzieć, że nic nie wiesz. Trzeba się zanurzyć w otchłani bezradności. Skulić się jak niemowlę i zrozumieć, że jesteś samiusieńka i bezbronna. A później powstać z popiołu. Najgorsze jest to, co cię czeka. Każdy z nas musi to przeżyć. Tak już jest, mamy zgniłe wspomnienia, a rozsądkiem okazuje się niepoddawanie się emocjom.
Ale my tak nie umiemy, my jesteśmy głupie ćmy, co zmartwychwstają, by umierać jeszcze wiele razy.
Jesteśmy głupi i też cuchniemy. Czasem tylko zapukamy, czasem jesteśmy "na jeden raz" i ja i ty, czasem jesteśmy na kilka razy. Czy kiedykolwiek możemy tu być na zawsze, tak jak przysięgamy - przed sobą, przed tobą i przed tym, co nam się wydaje, że jest większy i lepszy?
Ja nie chciałabym budować ci domku z kart. Proszę, w miarę możliwości, nie rób tego mi.
Ja bym chciała mieć przynajmniej w nienaruszonym stanie
pamięć.
I tak zrobisz, co zechcesz, cześć.
***
There's no smoke without the fire
Baby, baby, you're a liar.
Tak, właśnie tak, też tak myślę, ja ciebie też.
sobota, 28 lipca 2012
środa, 11 lipca 2012
look how far we've gone
Spójrz, jak daleko zaszłyśmy, trzymając się za ręce. Podpierając się nawzajem, chociaż nasze nieszczęścia to tylko małe kamyczki w butach. Wmawiając sobie, że to nic złego, że tak być musi, jednak nigdy nie mówiłyśmy, że będzie dobrze. Dobrze. Czy jest taki czas w życiu kiedy człowiek bez spójników "ale" stwierdza "jest dobrze". Samo jest - słowo w trybie teraźniejszym, bardzo krótkie, jedna sylaba, jedno mgnienie. Co to jest teraźniejszość w ogóle?
Porównuję rok temu, dwa lata, trzy już nie za bardzo pamiętam. Byliśmy jednak trochę innymi ludźmi niż teraz. Chodź zawsze mamy ten rdzeń przy sobie, to "ja" - dwie literki, w angielskim jedna, a w niemieckim trzy, to zawsze jakieś dostajemy dodatki od przyszłości, od innych towarzyszy niedoli. A potem porzucamy, zmieniamy miejsce, bierzemy, oddajemy i tak wciąż.
Rok temu, nie powiem, że było zupełnie inaczej, ale wiele się zmieniło. Gdybym nosiła zdjęcia w portfelu, powiedziałabym, że co najmniej jedno stamtąd zniknęło.
Rok temu nosiłam czarne soczewki.
Rok temu byłam o rok młodsza i o rok głupsza.
Dwa lata temu o tej porze już nie chodziłam za rączkę. W ogóle nie chodziłam, zaszyłam się na jakiś czas bardzo głęboko. Nie znałam tych, którzy teraz są moją rytualną (nie rutynową) codziennością.
Dwa lata temu nie napominałam się, że nie można użalać się nad sobą.
Dwa lata temu chciałam zrobić sobie krzywdę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Aż o dwa lata głupsza, a przecież wcale nie jestem mądra.
Trzy lata temu już ciężko sobie przypomnieć. Tak, wiem, że to byłam ja, ale ja nie taka. Trochę nijaka, głupiutka, naiwna, niesprecyzowana.
Na pewno nie wiedziałam, że nie można użalać się nad sobą.
Wtedy chyba jeszcze wyczekiwałam niemożliwego i lubiłam patrzeć na księżyc, myśląc, jak będzie wyglądało moje życie, gdy będę mieć 18 lat. Takie to było odległe.
A teraz? Teraz też spoglądam na księżyc. Przyszłość widzę otwartą i ciekawą. Zawrotną, myślę, że bolesną. Szaloną. Pamiętam, żeby się nie użalać. I zastanawiam się, jaka będę, mając 60 lat. Ja - babcia na bujanym fotelu, pisząca biografię i płacząca nad kartką. Może będę robić na drutach. Może będę rozmawiać z księżycem. A to przecież będzie tak szybko, tak niedługo, niemal jutro. I pomyślę sobie, że szkoda, że to już minęło, bo teraz jest najlepszy czas. Szkoda, że już nie mam 18 lat i jestem trochę inna. Szkoda.
Teraźniejszość - rzeczownik, bardzo bardzo krótka. Co będzie za rok?
Porównuję rok temu, dwa lata, trzy już nie za bardzo pamiętam. Byliśmy jednak trochę innymi ludźmi niż teraz. Chodź zawsze mamy ten rdzeń przy sobie, to "ja" - dwie literki, w angielskim jedna, a w niemieckim trzy, to zawsze jakieś dostajemy dodatki od przyszłości, od innych towarzyszy niedoli. A potem porzucamy, zmieniamy miejsce, bierzemy, oddajemy i tak wciąż.
Rok temu, nie powiem, że było zupełnie inaczej, ale wiele się zmieniło. Gdybym nosiła zdjęcia w portfelu, powiedziałabym, że co najmniej jedno stamtąd zniknęło.
Rok temu nosiłam czarne soczewki.
Rok temu byłam o rok młodsza i o rok głupsza.
Dwa lata temu o tej porze już nie chodziłam za rączkę. W ogóle nie chodziłam, zaszyłam się na jakiś czas bardzo głęboko. Nie znałam tych, którzy teraz są moją rytualną (nie rutynową) codziennością.
Dwa lata temu nie napominałam się, że nie można użalać się nad sobą.
Dwa lata temu chciałam zrobić sobie krzywdę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Aż o dwa lata głupsza, a przecież wcale nie jestem mądra.
Trzy lata temu już ciężko sobie przypomnieć. Tak, wiem, że to byłam ja, ale ja nie taka. Trochę nijaka, głupiutka, naiwna, niesprecyzowana.
Na pewno nie wiedziałam, że nie można użalać się nad sobą.
Wtedy chyba jeszcze wyczekiwałam niemożliwego i lubiłam patrzeć na księżyc, myśląc, jak będzie wyglądało moje życie, gdy będę mieć 18 lat. Takie to było odległe.
A teraz? Teraz też spoglądam na księżyc. Przyszłość widzę otwartą i ciekawą. Zawrotną, myślę, że bolesną. Szaloną. Pamiętam, żeby się nie użalać. I zastanawiam się, jaka będę, mając 60 lat. Ja - babcia na bujanym fotelu, pisząca biografię i płacząca nad kartką. Może będę robić na drutach. Może będę rozmawiać z księżycem. A to przecież będzie tak szybko, tak niedługo, niemal jutro. I pomyślę sobie, że szkoda, że to już minęło, bo teraz jest najlepszy czas. Szkoda, że już nie mam 18 lat i jestem trochę inna. Szkoda.
Teraźniejszość - rzeczownik, bardzo bardzo krótka. Co będzie za rok?
Subskrybuj:
Posty (Atom)