poniedziałek, 23 kwietnia 2012

na froncie cisza

Mam taką przypadłość, może niezbyt dobrą, że polewam rany spirytusem. Najlepiej te świeże, z poprzedniej nocy. Przy okazji przesuwam też palce po starych bliznach. Chcę mieć pewność, że one tam są.
Lubię czuć te wypukłości moje i wklęsłości na poharatanym ciele. Lubię zanurzyć się w otchłani rozpaczy, zasnąć z mokrymi powiekami, obudzić się z nienawiścią do siebie samej. Może nie lubię. Bo nie jest to przyjemne. Jednak ja delektuję się tym uczuciem, jak i każdym innym, czy byłoby pozytywne czy nie. Robię to wolno. Chcę czuć jak boli. Dopóki boli, jestem człowiekiem.
Moje skłonności masochistyczne są przyczyną niewątpliwie, jednak również głupota powoduje erozję denną. Życie wydaje mi się mozolną wspinaczką pod górkę. Wdrapuję się tam tylko po to, żeby zbiec, krzycząc na głos. Górka jest niesamowicie stroma, to też za każdym razem przewrócę się i pozdzieram kolana. Ale to nic. Nic to. Choćby sam moment zbiegania z górki miał być tylko iskrą, chwilką, ja i tak będę wspinać się, męczyć. Dla tej chwili.

Chwile chowam w zakurzonym pudełeczku. Zamykam szczelnie. Kiedyś je otworzę i wyjmę.

***
Osiemnaście niedługo stuknie. Nawet nie żałuję aż tak.
"I tak dobrze znam zapach mojej ciszy
Znam do bólu jej dotyk zimnych rąk..."
Na froncie cisza
Dziękuję, że pytasz.

środa, 18 kwietnia 2012

lubię mówić z sobą.

- I co? Znowu jesteś głupiutka? Znowu potknęłaś się o swoje własne nóżki? Czego się nauczyłaś po ostatnim?
- Niczego.
- Właśnie. Głupiutka. Biedna. Mała. Kiedy w końcu dorośniesz?
- Musisz być taką suką?
- A i owszem. Do tego dążymy, tak? Chcemy być suką. Niedobrą, nieśmiertelną, niezniszczalną i obojętną.
- I nieszczęśliwą.
- Znowu te tanie bzdury. A co to jest, kochanie, szczęście? Wiesz? To mnie oświeć, proszę.
- Nie wiem.
- Ale wiesz, czego chcesz. Więc się nie rozsypuj. Jak dziecko.
- Kiedy właśnie się rozsypałam. Jestem w kawałeczkach. I chciałabym, żeby mnie ktoś poskładał. Posklejał.
- Jaki ktoś? Nie ma kogoś. Jesteś tylko ty. Pamiętaj. Jestem tylko ty i ja. Tylko my. Nie ma nikogo więcej. Musisz poradzić sobie sama. Poradzisz sobie?
- Tak, poradzę sobie.
- Jak zawsze.
- Nie, nie poradzę sobie. Nigdy sobie nie radzę.
- Słuchaj. Przestań pierdolić. Może nie jesteśmy najsilniejsze na świecie. To nieważne. Osiągniesz to niedługo. Ale nie możesz teraz znowu spadać.
- Jestem słaba. Zostaw mnie.
- Nie zostawię cię. Zawsze będę się z tobą kłócić.
- Dlaczego mi to robisz?
- Bo to ja.
- Dlaczego mi tak robią?
- Nikt ci nic nie robi. Użalasz się nad sobą. Przestań. Nikt ci nie robi na złość. Nie zadawaj takich pytań. "Nobody will ever let you know, when you ask the reasons why", pamiętasz?
- Pamiętam. Chcę spać. Idź sobie.
- Nie uwolnisz się ode mnie. Nie idziesz spać.
- Pierdolę to.
- Nie możesz
itd.....
***
Dowód na moje rozdwojenie jaźni. Żeby tylko rozdwojenie. Jeszcze długo tak się kłócimy. I krzyczymy. Mam dosyć.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

nie jestem już kopciuszkiem

A byłam nim długo dość.
Kopciuszek jest dziewczynką, nie kobietą. Idzie wystrojona na bal, w nadziei, że spotka swojego księcia. Jednak zawsze wraca rozczarowana. Podpiera ściany, jest nieśmiała, wypatruje księcia wśród tłumu. Dostrzega go - znajomą twarz tylko ze snów. Przychodzi do niej jako nienamacalny anioł i obejmuje. Zostaje z nią aż do rana, kiedy z rozżaleniem kopciuszek się obudzi i zobaczy, że jest sama. Jednak kopciuszek po prostu nie zauważa tych uniżonych sług, zakłopotanych chłopców, którzy z trudem przełamują się by poprosić ją do tańca. Kopciuszek żyje w wyidealizowanym świecie przeznaczenia, gdzie istnieje tylko książę. Ilu tych chłopców odrzuciłaś, mówiąc, że to niechcący, nieświadomie?
Już nie jestem kopciuszkiem. Mniej we mnie romantyzmu, więcej realizmu. I wychodzi mi to na dobre. Nie gubię już za dużych bucików, mogę wrócić po północy, rzadziej tracę równowagę. Żal mi wszystkich kopciuszków, teraz to wydaje się śmieszne. Ale widać - z tego się wyrasta. Nie ma księżniczek i książąt.
Mam nadzieję, że mój czar nie trwa tylko w tych specjalnych okazjach.
Chyba zaczyna się dziać coś dobrego.
***
Jeśli tylko chcesz, jeśli tylko możesz...

piątek, 13 kwietnia 2012

po wstaniu

Dzień dobry, a właściwie powinnam powiedzieć dobry wieczór, ale nie lubię, bo w tym drugim jest o tę jedną literkę więcej, która mi każe tak wykrzywiać język i bardzo się przy tym męczę, a wcale nie wychodzi lepiej. Dwie kawy to niedużo, nawet wypite w krótkich odstępach czasu, jednak powodują, że trzęsą mi się ręce i nie chcę spać, a rano będę jęczeć.
Wstałam jakiś czas temu, ale z przyczyn technicznych nie mogłam owego procesu opisać, a teraz już mam nowy proces ciągły " po wstaniu". Żeby wstać trzeba było upaść albo się położyć. Nie sądzę, że ostatnimi czasy upadam jakoś drastycznie, powiedziałabym wręcz, że upadam lekko, delikatnie wręcz niezauważalnie. Musi pewien czas minąć bym zrozumiała, że stoję w poziomie, co właściwie znaczy, że nie stoję.
Tak więc po wstaniu nie jest jakoś zupełnie inaczej. Trudno mi wskazać na jakieś różnice, nic się nie rzuca w oczy, jednak wiem, że z moim opóźnionym reagowaniem odkryję je za jakiś czas.
Potrafię jednak powiedzieć, że różnicą znaczącą jakże jest  świadomość, że wstałam. Karteczka na ścianie mi przypomina o tym, powinnam jeszcze dopisać sobie pytanie zasadnicze "Czy wstałaś?" i widzieć je za każdym razem, gdy wstanę. W sensie bardzo dosłownym. Wtedy zastanawiałabym się zawsze i wszędzie, czy przypadkiem, wykonując drobne czynności nie śpię. Czy to nie oszustwo moje to wszystko, wyobraźnia i paskudne nadzieje (a precz!), usprawiedliwienia parszywe z podrobionym podpisem. Żebym się pilnowała, żebym zrobiła co mi ktoś powiedział, zasiał na tym nierównym gruncie, jak się sieje rzeżuchę na wacie. Nasączył mi głowę, trochę nieudolnie wystawił na słońce, a może słońca nie ma. Nie rosnę tak szybko jak rzeżucha.
Nie często mawiam, że wiem, czego chcę, że wiem co robić. I dokładnie nie wiem. Ale jakoś tak wiem bardziej. Chcę wyrosnąć, w dobrą stronę, być dojrzałym, żeby coś ze mnie było. Coś.
Napomknę również, tak jeśli chodzi o aktualności, że znalazłam sobie nowe uzależnienie. Umie się poruszać i bardzo ciekawe ze mną polemiki przeprowadza, i w ogóle zdolne jest jak na uzależnienie.
No to z dedykacją dla uzależnienia, które tego nie przeczyta nigdy w życiu, bo nie może:

zawsze byłeś duży stabilny
do pewnego dnia nocnego
kiedy niespodziewanie skurczyłeś się
tak że mogłam położyć cię na dłoni
byłeś wtedy
młodszy od noworodka
co urodził się w tej chwili
nie potrafiłeś zaczerpnąć oddechu
tylko zakrzyknąć rozpaczliwie a twoje oczy
zrobiły się zaczerwienione
i smutne
tak chciałam cię przytulić
uspokoić
ale nie mogłam
żebyś się nie zgubił
mały
jak fistaszek
położyłam cię na ziemi
osiągnąłeś normalne rozmiary
i wszystko było


przynajmniej w normie.
***
dobranoc państwu, tylko jedno "r". jest dobrze
a przynajmniej w normie.
czekam tylko aż się dowiem
co jest konieczne.