A byłam nim długo dość.
Kopciuszek jest dziewczynką, nie kobietą. Idzie wystrojona na bal, w nadziei, że spotka swojego księcia. Jednak zawsze wraca rozczarowana. Podpiera ściany, jest nieśmiała, wypatruje księcia wśród tłumu. Dostrzega go - znajomą twarz tylko ze snów. Przychodzi do niej jako nienamacalny anioł i obejmuje. Zostaje z nią aż do rana, kiedy z rozżaleniem kopciuszek się obudzi i zobaczy, że jest sama. Jednak kopciuszek po prostu nie zauważa tych uniżonych sług, zakłopotanych chłopców, którzy z trudem przełamują się by poprosić ją do tańca. Kopciuszek żyje w wyidealizowanym świecie przeznaczenia, gdzie istnieje tylko książę. Ilu tych chłopców odrzuciłaś, mówiąc, że to niechcący, nieświadomie?
Już nie jestem kopciuszkiem. Mniej we mnie romantyzmu, więcej realizmu. I wychodzi mi to na dobre. Nie gubię już za dużych bucików, mogę wrócić po północy, rzadziej tracę równowagę. Żal mi wszystkich kopciuszków, teraz to wydaje się śmieszne. Ale widać - z tego się wyrasta. Nie ma księżniczek i książąt.
Mam nadzieję, że mój czar nie trwa tylko w tych specjalnych okazjach.
Chyba zaczyna się dziać coś dobrego.
***
Jeśli tylko chcesz, jeśli tylko możesz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz