niedziela, 28 kwietnia 2013

19

Niektórzy narzekają, że mam za niską samoocenę, zbyt surowo siebie oceniam, nie doceniam. Każdemu coś przeszkadza, a ja inna nie będę, niestety, choć to mnie też wiele kosztuje. Jednak, żeby nie było, kolejna rocznica, czas na podsumowania, więc dziś optymistycznie.
CO MI SIĘ UDAŁO W ŻYCIU?
1. Nauczyłam się chodzić na obcasach.
2. Schudłam
3. Codziennie budzę się piękniejsza.
4. Zakończyłam dwunastoletnią edukację.
5. Ogarnęłam rozszerzoną matmę w stosunkowo krótkim czasie (ale i tak nie jest dobrze).

Więcej grzechów nie pamiętam. Jak widać, pozycji jest trochę. Niedługo, mam nadzieję, będę mogła powiedzieć, że pokonałam podświadomość. Jak na razie zaliczyłam akompaniament bez większych spięć, nawet ładnie było. Wszyscy jesteśmy dumni i z utęsknieniem czekamy na egzamin.
ŻE NIBY MATURA?

wtorek, 16 kwietnia 2013

stwórca

Mam wam coś do powiedzenia.
Mam wam bardzo wiele do powiedzenia. Pewnie nic więcej ponad to, co sami wiecie. Może tylko będę powtarzać wasze myśli trochę innymi słowami, gestami, obrazami. Najprawdopodobniej moje głoszenie prawdy nie ma najmniejszego sensu. Ale czy bezsensowność sprawia, że zaprzestajemy wykonywania jakiejś czynności? Choćby takie np. życie, którego sensu, będącego niepodważalnym i oczywistym, nikt jeszcze nie odkrył. Mimo to żyje z nas jeszcze bardzo wielu i podejrzewam, że nie ze strachu. Cóż, powody są różne.
Gdyby mnie ktoś zapytał, dlaczego wciąż żyję, a w dalszej kolejności w jakim celu, pewnie odpowiedziałabym pytaniem "a dlaczego nie?", a następnie "jeszcze nie wiem". Mam takie ciche założenie, że kiedyś się dowiem. A z drugiej strony, jakby się tak zastanowić... to jaki jest sens śmierci? Czy jest on bardziej sensownym od sensu życia?
W tych wszystkich rozważaniach najpopularniejszym słowem jest chyba "może" (oprócz wszechobecnego "dlaczego?", które wywołuje zdania z "może"). Niestety na takim świecie żyjemy, takimi jesteśmy, że niczego nie możemy być pewni.
Nie o tym chcę dziś mówić. Sens czy cel jest panem naszego życia w pewien sposób. Wsiadam do autobusu, aby dojechać do szkoły, do szkoły zaś chodzę, by zdobyć wiedzę (dobra, taki był pierwotny zamysł ; p), wiedzę zdobywam, aby być człowiekiem wykształconym. Można tak w nieskończoność tworzyć ciągi. Wszystko jest w porządku dopóki nie osiągniemy pewnego poziomu, na którym odpowiedź nie jest tak oczywista. Skąd we mnie pragnienie bycia wykształconym? Skąd następnie jest we mnie od lat najmłodszych chęć tworzenia? W jakim celu tworzę? Przecież nie siadam przy biurku z zamiarem uświadomienia ludzkości (nie mam nawet do tego potrzebnej wiedzy), przecież nie chcę w ten sposób komuś pomóc, zwyczajnie nie zastanawiam się nad tym. Jest to po prostu wewnętrzna potrzeba o niewiadomym pochodzeniu.
Nasuwa się tutaj pytanie o sens sztuki, a z tym już gorzej. Gdzieś się w głowie kołacze "sztuka dla sztuki", które jednak nie zaspokaja ciekawości. A ja ostatnio przeczytałam (przygotowania do prezentacji maturalnej  idą pełną parą, aż mózg mi paruje), że twórczość jest bytem samym w sobie, źródłem wolności, naszym spełnionym pragnieniem. Nie wiem skąd pochodzi, nie wiem, po co jest, ale zdaje mi się (gdyż pewna nie jestem), że ma ogromną wartość.
A teraz, stosując kompozycję klamrową, chciałabym powrócić do pierwszego zdania. Otóż bardzo wiele mam do powiedzenia wszystkim, którzy chcieliby słuchać. Nawet jeśli tylko jeden by się taki znalazł. Nie wiem dlaczego, nie wiem po co, nie sądzę, że powiem coś nowego. Ale jednak trzeba, pragnienia muszą być zaspokojone, marzenia muszą być spełnione, bo inaczej wiercą się w głowie. Można je przytłumić, można zamknąć, uciszyć lecz nigdy na zawsze. A jak już się przypomną, to kotłują się jeszcze bardziej boleśnie. Myślę, że inaczej się po prostu nie da, że to jest jedyne, czego należy się chwycić i nie puszczać.

Ja tam nie jestem żadnym artystą oczywiście, bardzo chciałabym być. I będę. Będę artystą, stwórcą, może kimś lepszym. I nie będę chciała niczyich ofiar, modłów, posłuszeństwa.
Właśnie tak sobie pomyślałam, że ostatnią rzeczą, której chciałby mój idol, byłoby zrobienie jego ołtarzyka. Po prostu powieszę sobie jego portret na ścianie bez zbędnych ceremonii.
***
Matura boli i powoduje wymioty. Rzygam tym słowem na wszystkie strony, a jednak wciąż je powtarzam. Ostro zapierdalam, czytam mądre książki, które ledwo co rozumiem, a wykładam się na pseudofilozoficznych rozmowach z plebsem. Ach, jak niemożliwie głupio.
Myślę, że "Moralność zabójcy" to byłby dobry tytuł filmu. Albo książki. No ale właśnie... Dziś powiedziałam, że każdy ma jakąś tam moralność, więc także i zabójca. Czy są ludzie absolutnie niemoralni, bez wyrzutów sumienia, którzy nie cofną się przed niczym? No chyba jakaś granica jest.
Miało wyjść krótko, wyszło długo. Ach.

wtorek, 9 kwietnia 2013

poryw serca

 Bardzo się cieszę z jednej strony, że poszłam do teatru. Przeżycie to było niesamowite, ale przyniosło mi jednak wiele trosk. Wszystko już przecież było ustalone - świetlana przyszłość, umysł ścisły, prestiż, prestiż, nowe życie. Aż tu nagle... I się okazuje, że już nie wiem co robić.
Więc rzuciłam monetą. Dobre jest rzucanie monetą, bo gdy ta jest w powietrzu, to uświadamiasz sobie, czego chcesz. Ale ja, podejmując tak ważną decyzję, nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia, gdy moneta była w powietrzu, a także, gdy trzymałam ją w dłoniach tuż przed położeniem na nadgarstku. No i jest. Nie przeraził mnie werdykt losu ani trochę aż się sama sobie dziwiłam. Przecież rok czwarty już marzę, czekam tylko do ostatniego dzwonka, by odejść stąd jak najdalej i nie wracać. I z każdym rokiem sobie powtarzam, że już niedługo. A teraz powiem sobie "jeszcze rok się przemęczysz".
A co jeśli nie rok? A co jeśli to będą 2, 3 lata?
Zawsze mi się zdawało, do tej pory mi się zdaje, że jestem inna. Kiedyś myślałam o sobie "lepsza", teraz myślę raczej "inna". Jakkolwiek to by nie było głupie nie umiem się tego pozbyć. Ja nawet chciałabym być inna, a w dalszej kolejności lepsza. Ale skąd ja mogę wiedzieć? Chciałabym wybełkotać chociażby "ja wam wszystkim pokażę, mi się uda, tylko potrzebuję czasu", a na razie tylko siebie zapewniam.
Nie można jednak walczyć cały czas ze sobą.
Tak bardzo bym chciała znaleźć w końcu własne miejsce. Takie, że będę wiedziała, że to moje, że tu pasuję w końcu. A tak?
Umysły ścisłe - odkryją jakieś nowe pierwiastki, zbudują maszyny, zrewolucjonizują świat nauki. A ja lubię matmę i chemię. Fascynuje mnie nauka.
Muzycy - ach, pójdą na akademie muzyczne, bo kochają muzykę, kochają grać i mają talent i tylko temu się poświęcają. A ja gram sobie dość przeciętnie, jednak bardzo to lubię, ale muzykiem nie jestem.
Humaniści - interesują się literaturą, filozofią, historią. Czytają książki, są wykształceni i mądrzy. I pewnie piszą - poezję, powieści. W każdym razie szczęśliwi są, bo robią to, co lubią.
Wokół mnie mnóstwo pięknych, szczęśliwych ludzi. Są zdeterminowani, dążą do celu, poświęcają się bez reszty swojej pasji. I wszystkiego najlepszego im życzę, ale nie potrzeba moich życzeń, bo oni już wygrali. Bo robią to, co lubią, spełniają marzenia.
A ja? Serce mi się rwie do tych aktorów, do tych artystów. Chciałabym z nimi rozmawiać, chciałabym, żebyśmy się nawzajem rozumieli i żebyśmy robili coś pięknego. Chciałabym należeć gdzieś, a nie zawsze pomiędzy. Najbardziej nie boję się nawet strasznego świata. Najbardziej się boję, że może mnie się to wszystko zdaje, że nie byłabym dobrym reżyserem, że nie ma dla mnie miejsca.
Nie dowiem się jak nie spróbuję. Dlaczego tak jest? Boję się bardzo.
Po maturze robię filmy. Naprawdę.
 ***
sypiam z tobą już tyle lat
nawet się przyzwyczaiłam do tej twojej nieznośnej wilgoci
do tego lekko nieprzyjemnego zapachu
i nieświeżego oddechu
w sumie to aż tak mi nie ciąży
aż tak nie przeszkadza twoja obecność
w moim łóżku

już tyle lat
że nawet mówię do ciebie czasem kochanie
czasem cię na noc głaszczę po głowie
wybaczam jutrzejsze grzechy

mówią że należy się przespać z problemem
zmieniają się kochankowie
jednak ty zawsze jesteś
zawsze tylko śpisz bezczynnie

chciałabym się ciebie pozbyć czasem
ale wiem
jak nie ty
to mnie też nie ma
***
Zazwyczaj kwiecień to był taki zwykły wiosenny miesiąc. Teraz nie dość, że piździ to miesiąc ten upływa pod hasłem "zapierdalam jak wół, chociaż nie wiem po co". Pozdrawiam wszystkich arcydebili, czyli szanowny rocznik '94. Jesteśmy najlepsi.