Bardzo się cieszę z jednej strony, że poszłam do teatru. Przeżycie to było niesamowite, ale przyniosło mi jednak wiele trosk. Wszystko już przecież było ustalone - świetlana przyszłość, umysł ścisły, prestiż, prestiż, nowe życie. Aż tu nagle... I się okazuje, że już nie wiem co robić.
Więc rzuciłam monetą. Dobre jest rzucanie monetą, bo gdy ta jest w powietrzu, to uświadamiasz sobie, czego chcesz. Ale ja, podejmując tak ważną decyzję, nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia, gdy moneta była w powietrzu, a także, gdy trzymałam ją w dłoniach tuż przed położeniem na nadgarstku. No i jest. Nie przeraził mnie werdykt losu ani trochę aż się sama sobie dziwiłam. Przecież rok czwarty już marzę, czekam tylko do ostatniego dzwonka, by odejść stąd jak najdalej i nie wracać. I z każdym rokiem sobie powtarzam, że już niedługo. A teraz powiem sobie "jeszcze rok się przemęczysz".
A co jeśli nie rok? A co jeśli to będą 2, 3 lata?
Zawsze mi się zdawało, do tej pory mi się zdaje, że jestem inna. Kiedyś myślałam o sobie "lepsza", teraz myślę raczej "inna". Jakkolwiek to by nie było głupie nie umiem się tego pozbyć. Ja nawet chciałabym być inna, a w dalszej kolejności lepsza. Ale skąd ja mogę wiedzieć? Chciałabym wybełkotać chociażby "ja wam wszystkim pokażę, mi się uda, tylko potrzebuję czasu", a na razie tylko siebie zapewniam.
Nie można jednak walczyć cały czas ze sobą.
Tak bardzo bym chciała znaleźć w końcu własne miejsce. Takie, że będę wiedziała, że to moje, że tu pasuję w końcu. A tak?
Umysły ścisłe - odkryją jakieś nowe pierwiastki, zbudują maszyny, zrewolucjonizują świat nauki. A ja lubię matmę i chemię. Fascynuje mnie nauka.
Muzycy - ach, pójdą na akademie muzyczne, bo kochają muzykę, kochają grać i mają talent i tylko temu się poświęcają. A ja gram sobie dość przeciętnie, jednak bardzo to lubię, ale muzykiem nie jestem.
Humaniści - interesują się literaturą, filozofią, historią. Czytają książki, są wykształceni i mądrzy. I pewnie piszą - poezję, powieści. W każdym razie szczęśliwi są, bo robią to, co lubią.
Wokół mnie mnóstwo pięknych, szczęśliwych ludzi. Są zdeterminowani, dążą do celu, poświęcają się bez reszty swojej pasji. I wszystkiego najlepszego im życzę, ale nie potrzeba moich życzeń, bo oni już wygrali. Bo robią to, co lubią, spełniają marzenia.
A ja? Serce mi się rwie do tych aktorów, do tych artystów. Chciałabym z nimi rozmawiać, chciałabym, żebyśmy się nawzajem rozumieli i żebyśmy robili coś pięknego. Chciałabym należeć gdzieś, a nie zawsze pomiędzy. Najbardziej nie boję się nawet strasznego świata. Najbardziej się boję, że może mnie się to wszystko zdaje, że nie byłabym dobrym reżyserem, że nie ma dla mnie miejsca.
Nie dowiem się jak nie spróbuję. Dlaczego tak jest? Boję się bardzo.
Po maturze robię filmy. Naprawdę.
***
sypiam z tobą już tyle lat
nawet się przyzwyczaiłam do tej twojej nieznośnej wilgoci
do tego lekko nieprzyjemnego zapachu
i nieświeżego oddechu
w sumie to aż tak mi nie ciąży
aż tak nie przeszkadza twoja obecność
w moim łóżku
już tyle lat
że nawet mówię do ciebie czasem kochanie
czasem cię na noc głaszczę po głowie
wybaczam jutrzejsze grzechy
mówią że należy się przespać z problemem
zmieniają się kochankowie
jednak ty zawsze jesteś
zawsze tylko śpisz bezczynnie
chciałabym się ciebie pozbyć czasem
ale wiem
jak nie ty
to mnie też nie ma
***
Zazwyczaj kwiecień to był taki zwykły wiosenny miesiąc. Teraz nie dość, że piździ to miesiąc ten upływa pod hasłem "zapierdalam jak wół, chociaż nie wiem po co". Pozdrawiam wszystkich arcydebili, czyli szanowny rocznik '94. Jesteśmy najlepsi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz