wtorek, 16 kwietnia 2013

stwórca

Mam wam coś do powiedzenia.
Mam wam bardzo wiele do powiedzenia. Pewnie nic więcej ponad to, co sami wiecie. Może tylko będę powtarzać wasze myśli trochę innymi słowami, gestami, obrazami. Najprawdopodobniej moje głoszenie prawdy nie ma najmniejszego sensu. Ale czy bezsensowność sprawia, że zaprzestajemy wykonywania jakiejś czynności? Choćby takie np. życie, którego sensu, będącego niepodważalnym i oczywistym, nikt jeszcze nie odkrył. Mimo to żyje z nas jeszcze bardzo wielu i podejrzewam, że nie ze strachu. Cóż, powody są różne.
Gdyby mnie ktoś zapytał, dlaczego wciąż żyję, a w dalszej kolejności w jakim celu, pewnie odpowiedziałabym pytaniem "a dlaczego nie?", a następnie "jeszcze nie wiem". Mam takie ciche założenie, że kiedyś się dowiem. A z drugiej strony, jakby się tak zastanowić... to jaki jest sens śmierci? Czy jest on bardziej sensownym od sensu życia?
W tych wszystkich rozważaniach najpopularniejszym słowem jest chyba "może" (oprócz wszechobecnego "dlaczego?", które wywołuje zdania z "może"). Niestety na takim świecie żyjemy, takimi jesteśmy, że niczego nie możemy być pewni.
Nie o tym chcę dziś mówić. Sens czy cel jest panem naszego życia w pewien sposób. Wsiadam do autobusu, aby dojechać do szkoły, do szkoły zaś chodzę, by zdobyć wiedzę (dobra, taki był pierwotny zamysł ; p), wiedzę zdobywam, aby być człowiekiem wykształconym. Można tak w nieskończoność tworzyć ciągi. Wszystko jest w porządku dopóki nie osiągniemy pewnego poziomu, na którym odpowiedź nie jest tak oczywista. Skąd we mnie pragnienie bycia wykształconym? Skąd następnie jest we mnie od lat najmłodszych chęć tworzenia? W jakim celu tworzę? Przecież nie siadam przy biurku z zamiarem uświadomienia ludzkości (nie mam nawet do tego potrzebnej wiedzy), przecież nie chcę w ten sposób komuś pomóc, zwyczajnie nie zastanawiam się nad tym. Jest to po prostu wewnętrzna potrzeba o niewiadomym pochodzeniu.
Nasuwa się tutaj pytanie o sens sztuki, a z tym już gorzej. Gdzieś się w głowie kołacze "sztuka dla sztuki", które jednak nie zaspokaja ciekawości. A ja ostatnio przeczytałam (przygotowania do prezentacji maturalnej  idą pełną parą, aż mózg mi paruje), że twórczość jest bytem samym w sobie, źródłem wolności, naszym spełnionym pragnieniem. Nie wiem skąd pochodzi, nie wiem, po co jest, ale zdaje mi się (gdyż pewna nie jestem), że ma ogromną wartość.
A teraz, stosując kompozycję klamrową, chciałabym powrócić do pierwszego zdania. Otóż bardzo wiele mam do powiedzenia wszystkim, którzy chcieliby słuchać. Nawet jeśli tylko jeden by się taki znalazł. Nie wiem dlaczego, nie wiem po co, nie sądzę, że powiem coś nowego. Ale jednak trzeba, pragnienia muszą być zaspokojone, marzenia muszą być spełnione, bo inaczej wiercą się w głowie. Można je przytłumić, można zamknąć, uciszyć lecz nigdy na zawsze. A jak już się przypomną, to kotłują się jeszcze bardziej boleśnie. Myślę, że inaczej się po prostu nie da, że to jest jedyne, czego należy się chwycić i nie puszczać.

Ja tam nie jestem żadnym artystą oczywiście, bardzo chciałabym być. I będę. Będę artystą, stwórcą, może kimś lepszym. I nie będę chciała niczyich ofiar, modłów, posłuszeństwa.
Właśnie tak sobie pomyślałam, że ostatnią rzeczą, której chciałby mój idol, byłoby zrobienie jego ołtarzyka. Po prostu powieszę sobie jego portret na ścianie bez zbędnych ceremonii.
***
Matura boli i powoduje wymioty. Rzygam tym słowem na wszystkie strony, a jednak wciąż je powtarzam. Ostro zapierdalam, czytam mądre książki, które ledwo co rozumiem, a wykładam się na pseudofilozoficznych rozmowach z plebsem. Ach, jak niemożliwie głupio.
Myślę, że "Moralność zabójcy" to byłby dobry tytuł filmu. Albo książki. No ale właśnie... Dziś powiedziałam, że każdy ma jakąś tam moralność, więc także i zabójca. Czy są ludzie absolutnie niemoralni, bez wyrzutów sumienia, którzy nie cofną się przed niczym? No chyba jakaś granica jest.
Miało wyjść krótko, wyszło długo. Ach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz