Wróciłam z nie tak daleka, ale z nierzeczywistości. Z miejsca, gdzie nie ma mnie i Ciebie, gdzie mamy na imię Adam i Ewa, gdzie czas płynie inaczej zupełnie nierównomiernie i ciekawie. Nikt już tam nie spojrzy na Ciebie spod byka, tylko uśmiechnie się i zaproponuje pomoc, rozmowę.
Tam nie ma nas - naszej przeszłości chwalebnej, czy też nie, tam jest tylko ta chwila, gdzie się spotykamy i rozmawiamy aż nastanie zimny poranek.
Tam - to jest nieokreślone miejsce, to może być wszędzie, ale bywa rzadko.
Wróciłam z krainy nierealnej miłości, wrócę tam za rok do innego Adama i innej Ewy i będzie nam miło i będziemy myśleli, że nie chcemy, żeby to się skończyło.
Ale póki co jestem tu i tęsknię za ludźmi, których już nigdy nie spotkam. I jestem tu, gdzie wolą mnie kopnąć niż podać dłoń. Jestem tu, gdzie krzyczą, biją i krzywdzą. I wcale mi się to nie podoba.
Jednak myślę sobie, że tak musi być, że gdyby nie to, nie byłabym tym kim jestem. Oni myślą, że jestem słodka czekolada, ale ja jestem do granic możliwości gorzka. Gorycz przepełnia całą mnie, a oni o tym nie wiedzą, bo opakowanie niczym się nie różni od opakowań słodkich czekoladek z mdłym nadzieniem. Ja jestem zrobiona starannie i zahartowana. Nie rozpływam się w ustach, trzeba mnie mocno pogryźć, rozgryźć, ale ja profilaktycznie jeszcze bardziej twardnieję. Wpuszczam wam jad na wszelki wypadek. Zabijam was zanim wy zabijecie mnie.
Na froncie wojna, wygrywam.
A wy myślicie, że jestem słodka. Zawsze będę gorzka. Tak sobie myślę, kiedy na niebie są gwiazdy, czuję się wspaniale, gdy słyszę dokładnie to, co zawsze chciałam usłyszeć, gdy noc jest chłodna, ale mam twoją ciepłą bluzę i dłonie. Tak sobie myślę, że po co mi to wszystko. Ale ja tak mam, uśmiecham się z ukrytym smutkiem w kąciku ust. I muszę się karmić waszym oddaniem. I muszę na siłę uciekać jak najdalej i wracać za późno. Ja przepraszam, może nie muszę. Ale tak myślę. To mi pozwala zapomnieć, że tak naprawdę gorzknieję coraz bardziej i nigdy nie będzie mi słodko.
Cześć, znajdź mnie, to pójdziemy na piwo.
wtorek, 28 sierpnia 2012
środa, 8 sierpnia 2012
żałośnie tak
Chcę odejść daleko na chwilę. Usiąść i wziąć głęboki wdech. I pomyśleć, że już po wszystkim i jeszcze przed wszystkim. A potem zganić się za użalanie, zapewnić, że będzie dużo gorzej, więc teraz nie jest źle.
Zawsze miałam takie jedno małe miejsce. Sama jak paluszek pytałam siebie, gdzie teraz chciałabym być. Gdzie i z kim? Jednak w tym momencie odpowiadam: nigdzie i z nikim. Na całym jebanym wielkim świecie. Z nikim. I nigdzie.
Chciałabym, żeby mnie nie było. Chociaż na chwilę. Jak to minie, choć to właściwie nie jest "to", to jest wręcz nic, pustka, próżnia, jednak niedźwiękoszczelna.
Sprytnie się zakamuflowało to coś, żebym pomyślała sobie "jest dobrze, a nawet bardzo. mam dużo, czego chcieć więcej". Po to, by znowu poczuć się naiwnym głupkiem. Bo nigdy nie mamy, nie mogę mieć ludzi, nie mogę ich mieć na każde zawołanie, każde złe samopoczucie, oczekiwać, że będą empatyczni, że się zainteresują i zrobią dokładnie to, co bym chciała, chociaż ja nawet nie wiem, co bym chciała. Tacy są ludzie, a jak mają dużo wolnego czasu, to z jakiegoś powodu wiążą się w pary. Mogli by przynajmniej coś urozmaicić, wiązać się w trójkąty. To jeszcze nie jest mainstreamowe.
Tak, to przez słońce.
Ja nie uważam, że każda jednostka powinna dążyć do związku. I może brzmi to jak wyznania starej panny, ale mam ochotę się porzygać od nadmiaru "miłości". Po prostu nikomu nie wychodzi to na dobre. Coś na zasadzie "życie jest złe, więc nie będę żyć". Przynajmniej się postaram. Innym też polecam.
Po co mi przyjaciele? Mam jedzenie. He he.
Zawsze miałam takie jedno małe miejsce. Sama jak paluszek pytałam siebie, gdzie teraz chciałabym być. Gdzie i z kim? Jednak w tym momencie odpowiadam: nigdzie i z nikim. Na całym jebanym wielkim świecie. Z nikim. I nigdzie.
Chciałabym, żeby mnie nie było. Chociaż na chwilę. Jak to minie, choć to właściwie nie jest "to", to jest wręcz nic, pustka, próżnia, jednak niedźwiękoszczelna.
Sprytnie się zakamuflowało to coś, żebym pomyślała sobie "jest dobrze, a nawet bardzo. mam dużo, czego chcieć więcej". Po to, by znowu poczuć się naiwnym głupkiem. Bo nigdy nie mamy, nie mogę mieć ludzi, nie mogę ich mieć na każde zawołanie, każde złe samopoczucie, oczekiwać, że będą empatyczni, że się zainteresują i zrobią dokładnie to, co bym chciała, chociaż ja nawet nie wiem, co bym chciała. Tacy są ludzie, a jak mają dużo wolnego czasu, to z jakiegoś powodu wiążą się w pary. Mogli by przynajmniej coś urozmaicić, wiązać się w trójkąty. To jeszcze nie jest mainstreamowe.
Tak, to przez słońce.
Ja nie uważam, że każda jednostka powinna dążyć do związku. I może brzmi to jak wyznania starej panny, ale mam ochotę się porzygać od nadmiaru "miłości". Po prostu nikomu nie wychodzi to na dobre. Coś na zasadzie "życie jest złe, więc nie będę żyć". Przynajmniej się postaram. Innym też polecam.
Po co mi przyjaciele? Mam jedzenie. He he.
Subskrybuj:
Posty (Atom)