środa, 11 lipca 2012

look how far we've gone

Spójrz, jak daleko zaszłyśmy, trzymając się za ręce. Podpierając się nawzajem, chociaż nasze nieszczęścia to tylko małe kamyczki w butach. Wmawiając sobie, że to nic złego, że tak być musi, jednak nigdy nie mówiłyśmy, że będzie dobrze. Dobrze. Czy jest taki czas w życiu kiedy człowiek bez spójników "ale" stwierdza "jest dobrze". Samo jest - słowo w trybie teraźniejszym, bardzo krótkie, jedna sylaba, jedno mgnienie. Co to jest teraźniejszość w ogóle? 
Porównuję rok temu, dwa lata, trzy już nie za bardzo pamiętam. Byliśmy jednak trochę innymi ludźmi niż teraz. Chodź zawsze mamy ten rdzeń przy sobie, to "ja" - dwie literki, w angielskim jedna, a w niemieckim trzy, to zawsze jakieś dostajemy dodatki od przyszłości, od innych towarzyszy niedoli. A potem porzucamy, zmieniamy miejsce, bierzemy, oddajemy i tak wciąż.
Rok temu, nie powiem, że było zupełnie inaczej, ale wiele się zmieniło. Gdybym nosiła zdjęcia w portfelu, powiedziałabym, że co najmniej jedno stamtąd zniknęło.
Rok temu nosiłam czarne soczewki.
Rok temu byłam o rok młodsza i o rok głupsza.
Dwa lata temu o tej porze już nie chodziłam za rączkę. W ogóle nie chodziłam, zaszyłam się na jakiś czas bardzo głęboko. Nie znałam tych, którzy teraz są moją rytualną (nie rutynową) codziennością.
Dwa lata temu nie napominałam się, że nie można użalać się nad sobą.
Dwa lata temu chciałam zrobić sobie krzywdę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Aż o dwa lata głupsza, a przecież wcale nie jestem mądra.
Trzy lata temu już ciężko sobie przypomnieć. Tak, wiem, że to byłam ja, ale ja nie taka. Trochę nijaka, głupiutka, naiwna, niesprecyzowana.
Na pewno nie wiedziałam, że nie można użalać się nad sobą.
Wtedy chyba jeszcze wyczekiwałam niemożliwego i lubiłam patrzeć na księżyc, myśląc, jak będzie wyglądało moje życie, gdy będę mieć 18 lat. Takie to było odległe.
A teraz? Teraz też spoglądam na księżyc. Przyszłość widzę otwartą i ciekawą. Zawrotną, myślę, że bolesną. Szaloną. Pamiętam, żeby się nie użalać. I zastanawiam się, jaka będę, mając 60 lat. Ja - babcia na bujanym fotelu, pisząca biografię i płacząca nad kartką. Może będę robić na drutach. Może będę rozmawiać z księżycem. A to przecież będzie tak szybko, tak niedługo, niemal jutro. I pomyślę sobie, że szkoda, że to już minęło, bo teraz jest najlepszy czas. Szkoda, że już nie mam 18 lat i jestem trochę inna. Szkoda.
Teraźniejszość - rzeczownik, bardzo bardzo krótka. Co będzie za rok?

1 komentarz:

  1. teraz jesteśmy tacy najlepsi na świecie, ale zawsze będziemy. ta notka jak ją czytam to mi pasuje na moje myśli 13. może nie cała. ale trochę.

    tęsknie rutynowo

    OdpowiedzUsuń