Ja bym chciała powiedzieć, że to nie moja wina. Że to JEJ I JEGO wina, tych, co się nie opuszczają aż do śmierci, ale nie mogą na siebie patrzeć. Ja bym chciała się usprawiedliwiać, bo przecież wszystko w porządku tylko to i tamto mi nie wyszło, tylko to zepsułam doszczętnie, tylko czasami coraz częściej bywam nieodpowiedzialna. Ja bym chciała mówić, że gdyby nie oni, to bym była najlepsza na świecie, to by mi się wszystko ułożyło i w ogóle byłoby fajnie.
I chociaż pępowina jest długa, może za długo to tylko przycięta, nieodcięta całkowicie, ciągnie się ze mną. Ale to moja wina, to ja zrobiłam to i nie zrobiłam tego i spieprzyłam jeszcze inne całkiem tamto. Przecież ja wiedziałam, że tego nie można, że nie baw się zapałkami, bo będziesz sikać w nocy, że nie chodź sama po ulicach w ciemności. Ja wiedziałam, ale my się nie boimy, nam nic się nie stanie, bo nigdy się nic w tym życiu nie dzieje. Przepraszam mnie, za głupie jesteśmy na swój wiek i śmieszne w dodatku, nikt nie traktuje nas poważnie, w sumie mają rację.
A to zawsze trzeba dobrze wybrać, choć nie wiadomo, co to dobrze, choć robimy zawsze na przekór. Ale może będziemy lepsi. I jeszcze lepsi. Będziemy, musimy.
Nie wiem, co ze mną, mogę mieć wszystko, a chcę akurat to konkretne tj. wydaje mi się, że chcę. A tak naprawdę to wszystkim wam mówię: nie można się zajmować takimi pierdołami, trzeba się wziąć za poważne rzeczy, naukę na przykład.
Ale ja jestem zabawna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz