-W co ty się wpieprzasz?! Weź w to nie brnij. Na co ty, kurwa, liczysz?
-Oj tam.
Nie. Nikt mi tak nie powiedział. Nikt mnie nie opierdolił, za moje chore myśli. Ale mógłby.
Nic takiego nie robię. Ja po prostu jestem chorym człowiekiem. I nic nie jest w stanie mnie wyleczyć. Będę tak żyć, aż umrę albo i dłużej.
Od dawna już prorokuję na temat mojego życia. Tak mniej więcej się sprawdzało. A jak nie to naciągałam fakty. Uważałam siebie za osobę o zdolnościach nadprzyrodzonych. Nie jestem. Bo każdy może być jak ja. Nie jestem nietypowa, bo nie ma osób typowych. I każdy jeśli sobie chce, może w coś tam, co mu się podoba, święcie wierzyć i prorokować.
No, ale nie zdarzyło się to, co powinno się zdarzyć. Przynajmniej tak myślałam. Jednak życie jest niesamowicie zaskakujące. Kiedy już byłam na krawędzi, porzuciłam wszystko, w co wierzyłam, śmiałam się ze swojej głupoty, naiwności, choroby. I właśnie spadałam, chciałam porzucić wcześniejsze życie, ideologię, wszystko. To było dla mnie niewyobrażalne, że mogłam nie mieć racji.
I w momencie tej żałosnej rozpaczy otrzymałam znak w postaci mojego kolegi z gimnazjum. Tak się złożyło, że ja wysiadałam z 29 akurat wtedy, kiedy on znalazł się na tym przystanku. Przypadki nie istnieją. Mektub (takie słówko z "Alchemika").
Po dość długiej rozmowie znowu żyłam. Tak jak wcześniej. Nic się nie zmieniło. Jestem nadal naiwna i głupia. Może będę z tego powodu cierpieć, ale myślę, że spotka mnie coś fantastycznego. Wierzę. Wy też powinniście wierzyć, w to co wam się wydaje. Bez bólu nigdy nie doznamy radości. A ból jest wprost proporcjonalny do radości. Tak jest. Nigdy nie będziemy gotowi na cierpienie. Przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie. Tak samo jak przychodzi miłość. Albo coś w jej rodzaju, co wierzcie mi, jest niewyobrażalnie miłe. Przy okazji nie jesteś takim egoistą, bo uszczęśliwiasz swoją obecnością inną osobę.
I proszę bez pytań typu "czy ty się zakochałaś?".
Wcale się nie wymądrzam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz