A teraz nie mogę się nadziwić jak mi niewyobrażalnie lekko. Mówię wam, że szczerość to jest jednak coś wspaniałego. To, co miało mnie pozbawić życia, przywróciło mi je. Ale wciąż towarzyszy mi pewna obawa.
Boję się mianowicie o to, że moje życie będzie teraz puste. Prawdopodobnie są osoby, których życie jest bardziej puste od mojego, ale to mnie nie podnosi na duchu. W porównaniu do wcześniej (nie wiem jak nazwać ten czas) jest pusto. Wiem, że wtedy przejmowałam się bardziej. Szukałam głębi. Wyciskałam to, co tylko się da. Teraz nie mam z czego czerpać. Nie chcę być powierzchowna. Nie chcę przejmować się "problemami drugiego rzędu". Zabrakło mi pierwszego rzędu. Jeśli ktoś ma prawo do użalania się nad sobą, to na pewno nie ja. No i oczywiście, powiecie pewnie, że przecież nie muszę się przejmować tak zwanymi pierdołami. Tylko wtedy nie będę przejmować się niczym, a to mi nie służy.
Oto jest materiał do zamartwiania się w najbliższym czasie. Materiał ten będzie przyćmiewał wszystko, co się stanie i sprawi, że Ania sobie pomyśli, iż nic się nie dzieje i jest nudno.
Wróciłam do punktu wyjścia. Kiedyś jechałam autobusem, mając na karku zaledwie 13 lat i dopiero zaczynałam tak naprawdę myśleć. Myślałam, że nie wyobrażam sobie siebie w liceum, przecież byłam w podstawówce. Myślałam o tym, co mnie czeka. Zastanawiałam się, czy będę tą samą osobą. I teraz kiedy dobrnęłam do tego sędziwego wieku lat 16 (hahah.) czuję się tak jak wtedy - bez żadnych doświadczeń za sobą, bez świadomości, kim jestem, bez życiorysu, z poczuciem odrębności, jadę autobusem chociaż tak naprawdę nie wiem w jakim celu. Robię to nadal. Chciałabym, żeby kiedyś ktoś popatrzył na moje życie i pogratulował mi. Tylko, że jak do tej pory nie ma czego. Może to się kiedyś zmieni. chciałabym...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz