sobota, 4 grudnia 2010

Przebudzenie bywa nieprzyjemne.

No właśnie. Mam natłok myśli i to mnie chyba skłania do napisania drugiej notki jednego dnia.
Intrygujące w tym wszystkim jest to, że ja sobie nie uroiłam pewnego stanu rzeczy, który miał miejsce przed wakacjami i trochę później. Ja sobie dopowiedziałam dalszy ciąg. Był piękny. I wierzyłam w niego. Miałam prawo, bo miałam podstawy, żeby sobie wyobrażać pewne rzeczy. Do czasu.
Potem podstaw już nie miałam. Wtedy zaczęły się urojenia i rozmowy zdrowego rozsądku z chorym czymś. Zawsze wierzyłam w przeczucia, ale nadzieja to nie to samo, co przeczucia. Zagłuszała mi rozsądek i przeczucia też. Chociaż teraz już nie wiem, jak jest. Moja wiara tłumaczyła mi w pewien sposób życie. Oczywiście nie w 100%. Tam wszystko było logiczne.
No więc wymyśliłam sobie życie. Nie było usłane różami. Było pełne. Jednak nie było dobre, bo brało w nim udział kilka osób. Było odizolowane, ale cieszyłam się w nim. Przez chwilę się spełniało. Kiedy coś się skomplikowało, czułam się bardzo źle, gdyż do tej pory umiałam wszystko wytłumaczyć. Nagle przyszedł moment, w którym byłam bezradna. No, ale zaufałam nadziei, która, jak mówią, matką głupich. No i przyszło rozczarowanie. Mimo to nie wiem, czy kiedyś będę umiała wierzyć rozumowi. Jak Elkon lubi mówić: "Z doświadczenia wynika, że z doświadczenia nic nie wynika".
No i prawdopodobnie nadal będę wierzyć "w idź za głosem serca", "spełniaj swoje marzenia", w Boga, w nadzieję, w urojenia. Potem będę żałować, że nie umiem przyjąć do wiadomości pewnych rzeczy. No i tak. Jestem nieprzystosowana do życia. Ale kto jest?
***
i stałam nad wielką przepaścią
na górze było niebo cudowne
na dole - ludzie
płakali i śmiali się

On zapytał mnie
czy na pewno chcę zejść
"wiesz
nie będzie łatwo
będziesz tego żałować
będziesz cierpieć
ale może
kiedyś podziękujesz za cierpienie"

"już dziękuję
pokochałam to życie
tych ludzi"

i urodziłam się
taka czysta niewinna bezbronna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz