wtorek, 25 stycznia 2011

znowu hejka itd.

Był tydzień odizolowania od ludzi i wiecie. Ja nie dzwoniłam, ale co śmieszniejsze, nikt nie zadzwonił. Chociaż nie. Elkon się odzywał do mnie na facebooku. Ale nie mam do nikogo żalu, sama zbyt często nawalam.
Jakaś nauka wynika z tego, co się dzieje, a raczej nie dzieje. Bardziej z obserwacji. Niedawno dowiedziałam się, że jest coś więcej niż szkoła i rodzice. Jest śmierć przede wszystkim. A śmierć to jakiś koniec. Nie tylko życia. Śmierć miłości może być, taki chujowy przykład. Albo śmierć dzieciństwa. Albo też rozpaczy, czy ideałów.  No więc na mojej drodze nauczyciele postawią wiele pał pod numerem 5 w dzienniku, ale nie tym się należy tak naprawdę przejmować. Bo oprócz tego może mnie spotkać jakiś koniec. A pała to jeszcze nie koniec...
Chciałam kiedyś zmądrzeć... że tak zacytuję. Ale nie wyszło. Chociaż tak powoli proces idzie do przodu. Naprawdę wolnym krokiem, jak ta lewa (bodajże) noga pana Cogito. Może coś kiedyś ze mnie wyrośnie.
Cieszę się, że nie musiała się stać żadna tragedia, żebym przejrzała na oczy. Właściwie to coś umarło, ale tak nie do końca. Właściwie to się trzyma ostatkiem sił. Więc w moim życiu pewnie coś umarło, ale. Nie rozpaczam nad tym. Staram się.
Pomogli mi głównie "Skins". Wiem, że to głupio brzmi. Teraz próbuję przejść do innego wymiaru życia. Coś zaczyna mieć sens. Chociaż nie wiem, czy mi się uda. Fajnie tak "żyć" obok. Niczego nie doświadczasz tak naprawdę. A ja chciałabym doświadczyć. Biedy, głodu, strachu, takiego prawdziwego. Mogłabym doceniać małe miłe rzeczy.
Boję się bardzo. Mam jednak nadzieję, że pewna osoba mi pomoże. To tak jak kąpać się cały czas przy brzegu i nagle dostrzegasz, że jest coś dalej. Jest ocean. Wielki, nieznany. I wiesz, że tam jest głęboko i niebezpiecznie. Może się nie utopię. A może owszem. Chyba mogę spróbować.
Fajnie by było, gdyby ktokolwiek wiedział, o co mi chodzi. Spróbujcie. Postać Cooka wiele pomogłaby w zrozumieniu, jeśli ktoś chce się fatygować.
***
KŁĘBY DYMU

niebo
różne ma kolory
dzisiaj widzę
zakryte

wiją się nasze
kłęby dymu z papierosów
nasze pragnienia zawrotów głowy
i chwilowego uśmiechu
a czasem przyzwyczajenia
a czasem nie wiemy dlaczego

wiszą na niebie
nasze niewypowiedziane słowa
nasze ciche kurwy
przemilczane
westchnienia
niedomówienia
nasze
żale troski
nasze myśli bezmyślne

unoszą się w powietrxu
przysłaniając niebo
chyba dziś granatowe

i tylko tak krąży
nas nie opuszczając

czasem odkrywa Księżyc

ten dym z papierosów


24 XII 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz