wtorek, 10 stycznia 2012

nie wiem co, nie wiem o czym

To ciekawe jacy jesteśmy uzależnieni od siebie nawzajem. Człowiek pierdoli, że w przyszłości będzie niezależną (najebaną) kobietą, a tu się okazuje, że co raz szukam sobie kogoś, do kogo mogłabym powzdychać w nocy. Powzdychać. Widać nie da się być wiecznie samotnym, a jedynym marzeniem nie jest kariera. Ona tak nie zaspokaja. Nie czyni zwykłych rzeczy sensownymi. Chcę czegoś kogoś namacalnego. Nie wiem, czego chcę.
Jednak to się zawsze wiąże z ryzykiem. Lubię ryzyko. Ale kto lubi jak boli? A zawsze musisz zakładać, że zaboli. Boję się, że kiedyś sobie pójdziesz, umrzesz albo może też ja się Tobą znudzę i będę się czuła śmieciem z moją zastygłą lawą. Nie wiem, kogo o to obwiniać, w końcu nie panujemy nad uczuciami. Nie chcę, żeby tak było. Ale musi tak być, żyjemy w końcu na ziemi, zauważyłam, że wszystko się tu kiedyś kończy. Na Marsie pewnie nie byłoby lepiej. Przywiązałam się. Za późno. I włożę stopę w pętelkę jeszcze wiele razy. Trochę się pokołyszę, może nie spadnę. A jak już kupię sobie bujane krzesło, gramofon i winyle, to sobie na nim usiądę i powspominam. Obym nie miała Alzheimera.
***
sprawdzam listę obecności
nie ma
nie ma
uciekła
jest
uciekł a obiecał że będzie
trudno
dalej
jest
zaraz przyjdzie
nie ma
chory
nie ma
będzie
była
trudno
po co mi taka duża klasa

1 komentarz: