Chciałam napisać o egoistycznej i chorej naturze człowieka, ale nie mam czasu ; D W takim razie powiem tylko, że, jeśli to kogoś obchodzi, tego egzaminu nie dało się nie zdać. Jednak gdyby się dało, to chyba bym nie zdała.
Oczywiście nie jestem jednym z tych utalentowanych muzyków, którzy grają na koncertach nokturny Chopina lub cokolwiek innego, którzy jeżdżą na przesłuchania i warsztaty, którzy mają zadatki na Rafała Blechacza albo jakiegoś genialnego Japońca (wybaczcie, moja znajomość pianistów jest śmiesznie mała). Ale myślę, że tak naprawdę to coś tam umiem i bardzo się staram, bardzo to lubię. I chciałabym kiedyś ucieszyć się ze spełnionego obowiązku, z dowodu ciężkiej pracy, wysiłku, jeżdżenia do tej muzycznej, kiedy jest ciemno i zimno i ćwiczenia do 22. Jednak mojej interpretacji, czasem uważam ciekawej i prawidłowej, nie może usłyszeć nikt poza mną, moją rodziną (nie znają się) i moją nauczycielką. Nie jestem w stanie nawet pokazać czegoś, co rzeczywiście umiem. Ludzie nie mogą usłyszeć, ile wkładam w to serca i jak się staram. I może nie jest to dla nich jakaś wielka strata, ale ja osobiście, chciałabym. Chciałabym, żeby usłyszeli, to co ja, gdy gram.
Nie dobrnęłam do końca zajebistej fugi (Bach w ogóle jest świetny), jednak podobno nie było tak źle. Jak weszłam do sali, gdzie była komisja, to nie mogłam opanować drżenia rąk. Dobra, zawodową pianistką nigdy nie będę, nawet chyba nie chcę. Ale chciałabym po prostu nie być taka na szarym końcu, nad którą trzeba się zlitować i przepuścić do następnej klasy. W ogóle wiele rzeczy muszę w sobie poprawić, a z tym stresem do naprawdę nie wiem, co zrobić.
Dobra, chuj, kogo to obchodzi. Następna będzie o chujowości życia, czyli temat wszystkim znany i lubiany.
Idę na Weihnachtsoratorium!
Gram na gitarze. W końcu... kto w dzisiejszych czasach nie gra? Nie uważam siebie za profesjonalistę, ani nawet dobrego gracza.
OdpowiedzUsuńZwyczajnie czasem lubię sobie pograć. I nikt nie pojmie tych prostych dźwięków, uderzeń, które czasem zdarzy mi się ze sobą przez przypadek połączyć. Bo one trwają, są cudowne. Ale w tej jednej chwili.
Więc po co są koncerty, nagrania? Oczywiście każde własne wykonanie jest niepowtarzalne, ale jednak w jakiś sposób jest charakterystyczne dla danej osoby, jest pewnym wyrażeniem samego siebie. Jeden dźwięk wynika z drugiego, słychać harmonię, zrozumienie, uczucie. Każdą melodię można zagrać w inny sposób. Wtedy jesteśmy w stanie ocenić, czy to wykonanie jest dobre, czy dana interpretacja jest mi bliska.
UsuńNie, nie. Nie krytykuje muzyki, koncertów, starań.
UsuńChodzi mi o to, że są muzycy, grający Muzykę (prawdziwą, świetną muzykę). I są tacy, grający sobie dla siebie, brzdękający raz po raz. I ja do nich należe.
Tylko tyle.
I jednego jestem pewien - praca popłaca.
ja nie jestem ani tym ani tym i muszę zdawać z klasy do klasy.
Usuń; ) pozdrawiam