sobota, 13 lipca 2013

czuję się jak w filmie Almodovara

Mam dorosłe problemy, a przecież w ogóle nie jestem dorosła. W jakim wieku jest się dorosłym? Można tu mówić o jakiejś normie?
Niektórzy dostają obowiązki osoby dorosłej w wieku lat 15 powiedzmy. No zdecydowanie za wcześnie według mnie. Hmmm. Nie wiem, czemu tak bardzo mi się chcę płakać z powodu, iż nie będę żyć w wygodzie, moja świetlana przyszłość jest zagrożona i muszę dorosnąć.
Nie chce mi się dorastać. Chcę sobie myśleć o tym, żeby pojechać z chłopakiem nad morze i żebym tam sobie mogła leżeć obok na kocyku i żeby było miło i ciepło. I chodzić z bratem na plac zabaw i pojechać z nim nad jeziorko i zrobić tak, żeby rzadko płakał i żeby się cieszył. Chcę się umawiać z głuptaskami i chodzić do bramy pod HS i wspominać stare czasy. O tym chcę myśleć. Chciałabym, żeby było prosto i łatwo. Wygodnie.
W zasadzie nigdy nie było. W zasadzie to zawsze sobie po cichu płakałam, że muszę pomyśleć bardziej nieprzyziemnie. Ale raczej ograniczało się to tylko to porywczych planów zbawienia najbliższego otoczenia, a później siebie. Bywałam sobie zdecydowana, odważna, heroiczna i byłam z tego dumna. A chyba jednak plany takie trzeba wcielić w życie. Zbawić wszystkich i jeszcze siebie, no bo co to za zbawca, który sam jest niezbawiony. Kolejność mi tutaj nie odpowiada. Nie żebym była jakąś altruistką, absolutnie nie, ale, może to jakieś spaczenie, może przyzwyczajenie... najpierw ratuje się dzieci.
A pewnie się skończy na tym, że będę tu siedzieć jak zwykle - z gotowym sercem, które jednak trwoży się, wiedząc, że przyszedł czas na działanie. Nie zapobiegnę katastrofom, które później staną się jeszcze bardziej katastrofalne, bo zbagatelizowane przez wszystkich innych, a wyolbrzymione i bolesne dla tej jednostki, której dotyczą. Nie mogę na to patrzeć, nie mogę słuchać. Nic nie zrobię. Najgorzej, że nawet nie dlatego, że NIE MOGĘ przez moje bezradne, niedorosłe rączki. Nie zrobię, bo NIE POTRAFIĘ, nie dam rady zdobyć się na taki wysiłek, nie umiem się poświęcić, nie umiem zrezygnować i jestem zbyt leniwa.
Ale kochajmy siebie.
Ja siebie
Ty siebie
I on i ona i ono też
Niech siebie kochają, choć to też do niczego nie prowadzi.

1 komentarz:

  1. "Niech siebie kochają, choć to też do niczego nie prowadzi." haha, epic!
    MOGĘ, POTRAFIĘ... teoretycznie. Sam już kurwa nie wiem. Zapewne mogę, ale.. nie chcę? Bo zmiana, bo wysiłek, bo kolejne obumieranie i odradzanie się na nowo. Ale bez tego ani rusz.

    OdpowiedzUsuń