"Boże, zatrzymaj świat, ja wysiadam."
Słabo to jest zrobione,
Boże (?)
Daję 5/10.
Bo przecież kiedy mam grypę, to mogę pójść na zwolnienie.
A kiedy dolega mi coś poważniejszego, dostaję urlop zdrowotny.
A jeśli sprawy rodzinne, to pewnie też ktoś zrozumie, że mnie nie ma, że nie wykonuję moich obowiązków.
A co z nami normalnymi ludźmi?
Przecież wiadomo,
nikt z nas nie jest całkiem zdrowy
całkiem szczęśliwy,
nikt z nas całkiem sobie nie radzi.
Może się mylę. Może są tacy.
Ale ja, czy mi coś dolega?
Raz na pewien czas, powiedzmy pół roku, jestem tak bezsilna, bezradna, załamana. Nie mogę już. Nie mogę już pisać maili z prośbą o przełożenie terminu oddania pracy domowej (ha, jak to brzmi). Nie mogę już pocieszać się, że tym razem pójdzie mi lepiej. Nie mogę już przepraszać za spóźnienie. Że nie zadzwoniłam. Że zawaliłam. Że zachowałam się nieodpowiedzialnie. Zupełnie nie jak dorosła osoba.
Nie mogę, bo nie mam usprawiedliwienia.
To nie przemęczenie,
nie choroba,
nie sprawy rodzinne.
Ja tylko potrzebuję odpocząć. Bez konsekwencji.
Zniknąć na parę dni.
Żeby mnie nie było po prostu.
Więc, Boże (?), gdzie moje prawo do urlopu
z powodu życia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz