czwartek, 8 listopada 2012

Ile razy w życiu umierasz?

Cmentarny czas już minął, ale mnie właśnie teraz naszło na refleksje z  nim związane.
Nie odwiedziłam zwyczajnego cmentarza, za to odwiedzam co jakiś czas inny cmentarz. Jak każdy. Są rocznice, miesięcznice, a czasem też bez wyraźnego powodu odkurzamy pamięć. Nogi same niepostrzeżenie krętymi ścieżkami, umysłowymi labiryntami prowadzą nas do twojego indywidualnego, najsmutniejszego miejsca. Nagle orientujesz się z nieukrywanym smutkiem, że znów tu jesteś. Cmentarz - otwarta zardzewiała furtka, wieje wiatr, jest mgła, zimno, nieprzyjemnie.
Do twoich uszu powoli zakradają się pierwsze takty marszu pogrzebowy Chopina. Zapalasz świeczkę na jednym z grobów. Za kim dziś zatęsknisz?  Przysiadasz na spróchniałej ławeczce. Może nawet z przyzwyczajenia składasz ręce do pacierza. Jednak tu nie masz, za co się modlić. Czekasz aż łzy same popłyną. Obmywasz nimi tę mogiłę twojego małego, ziemskiego raju, który tak bezlitośnie przeminął. Kto tu leży? Czy to stara, zardzewiała jednak, martwa miłość? Piękna idea? Nadzieje, uczucia? Może ludzie, którzy dawno umarli, choć chodzą przecież po ziemi i może nawet mają się dobrze. Ale nie dla ciebie. Ty już ich pochowałeś, prawdopodobnie z wzajemnością. Bo tak się potoczyło. Rzeczy, które były twoim wszystkim, całym skarbem, znieczuleniem. Teraz zostały po nich jedynie kopce, tabliczki, płyty grobowe z wieńcem uschniętych kwiatów. A one same rozkładają się powoli i boleśnie głęboko pod ziemią, wydzielając nieznośny odór.
Na fortepianie zmieniła się tonacja, a ty uśmiechasz się, wspominając jak było dobrze. Jedynie po to, by przypomnieć sobie, że BYŁO. I nigdy już nie będzie, nie wróci, minęło. Nie możesz odkopywać tego, co już nie żyje. Musisz się z tym pogodzić.
Śmierci w naszym życiu zdarzają się często. I trzeba znów skierować swoje kroki na cmentarz. Urządzić wielką ceremonię pogrzebu z orkiestrą symfoniczną. Z ogromnym żalem pożegnać się, raz na zawsze. I długo jeszcze trwać w żałobie. Przychodzić tu w każdej chwili aż nowy grób będzie najjaśniejszym, najbardziej zadbanym, płonącym tysiącami zniczy miejscem na cmentarzu. Wydaje mi się, że pora już wykopać nowy grób.
Wśród mogił na samym skraju cmentarza jest też wyjątkowy grób. Wielki dół z najdroższą trumną przygotowany specjalnie dla ciebie. Są takie momenty, gdy zachodzisz przy okazji i tam. Jesteś wtedy w swoim najlepszym, najelegantszym ubraniu. Przygotowany na bal, na niewyobrażalne szczęście zamiast na salę balową trafiasz jednak na cmentarz. Choć to niewyobrażalnie bolesne, to każdy z nas ma potrzebę śmierci. Wchodzimy do własnej trumny, kładziemy się razem z naszym misiem - pocieszycielem, matką głupich. Trzeba czasem popełnić rytualne seppuku i zabić nadzieję, przeżyć swoiste katharsis. Pluszowy miś ma już wiele ran, teraz świeżą lecz wszystkie inne są załatane. Trzeba poleżeć i tępo popatrzeć na brzydkie niebo. Skonfrontować się z rzeczywistością. Musimy umierać, żeby potem znowu żyć.
Gdy już odleżysz swoje wyjdziesz z własnej trumny, zostawisz misia. Zamkniesz za sobą furtkę. Pójdziesz bez zamiaru powrotu. Ale jeszcze wiele razy tu wrócisz. Wiele razy przeprosisz się z pluszową zabawką i pozaszywasz jej rany. Wiele razy masochistycznie odświeżysz pamięć o swoich wszystkich zmarłych, nie tylko ludziach. Wiele jeszcze razy, uklękniesz, zapłaczesz i wpadniesz prosto to do trumny. Umrzesz. I powstaniesz. Jednak pociesz się myślą, że kiedyś zamknie się wieko trumny, zasypią się piachem i zaleją cementem. W końcu zaznasz spokoju i już nigdy nie zmartwychwstaniesz.
I jeszcze wesoły akcent:


"Dobra rada dla tych, którzy się starzeją:
Niech zacisną zęby i z życia się śmieją.
Kiedy wstaną rano, "części" pozbierają,
Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają.
Jeśli ich nazwiska tam nie figurują,
To znaczy, że zdrowi i się dobrze czują."

Myślę, że pani Szymborska źle się dziś czuje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz