Siedzę w moim małym pokoiku. Jest bałagan, straszny bałagan, który przeszkadza mi w codziennym życiu. Robię stosiki z książek, układam, próbuję tu posprzątać. Wyciągam zdjęcie z szufladki zamykanej na klucz, choć wiem, że niedługo znowu je podrę, schowam, by potem sklejać i tak miliony razy.
Nie mam na tyle odwagi, żeby nie trzymać się kurczowo tego, co sprawia mi niewyobrażalny ból. Ale jest to uzasadnione. Mam silną potrzebę głęboko w środku, żeby udowodnić sobie, że potrafię, że jestem silna, że ja też mogę, zasługuję, należy mi się. Poukładać wszystko, żeby wyglądało dobrze lub chociaż przyzwoicie. Utrzymać taki stan przez chwilę, przez pewien czas, który w przyszłości nazwę "więcej niż krótko". Nie pozwalasz mi, a wcale nie chcę tak dużo.
Staram się z całych sił. Co rano zaciskam zęby, przygryzam wargi i ćwiczę uśmiech przed lustrem, wierząc, że kiedyś nie będę musiała udawać. I za każdym razem spotyka mnie rozczarowanie, gdy przypadkiem myśli schodzą na niewłaściwy tor.
Budzę się i okazuje się, że ktoś porozrzucał kawałki szkła na podłogę w moim pokoju. Niezliczone odłamki, którymi kaleczę sobie stopy. Mimo iż usiłuję się ich pozbyć, zawsze zostają, a wydaje mi się, że wręcz ich przybywa.
A może ja sama się krzywdzę? Może to ja nieświadomie zastawiam na siebie pułapki?
Dobrze, wiem, co należy zrobić. I dobrze, wiem, że tego nie zrobię.
Obejrzyjcie sobie "Kobiety pragną bardziej".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz