czwartek, 6 grudnia 2012

będę śmiać ci się w twarz

Przede mną szczęście. W końcu je widzę. Przez cały czas szukałam go na zewnątrz, teraz wiem, że jest w środku, we mnie. Zapomniane i zanegowane, ale uwolnię go. Uratuję siebie, bo warto. I choć czeka mnie wiele trudu, chociaż może nie wiem, jak się do tego zabrać, to będę próbować z całych sił. Myślałam, że tylko ktoś inny może mnie naprostować i uszczęśliwić podczas gdy wszystko zaczyna i kończy się na mnie. Kiedy wszyscy odejdą, zostanę ja. Więc muszę nauczyć się żyć ze sobą. Rozumieć i kochać. A jeśli ja mogę siebie kochać, to kochać mnie może również ktoś. Nie na odwrót.
Może to prawda, którą wszyscy znają, a ja dopiero odkrywam. Ale pamiętajcie. Ty i tylko ty. Jesteś najważniejszy. I piękny. Powiedz to sobie i uwierz. A wtedy wszystko zacznie się układać.
Nadejdzie równowaga i harmonia. Może być tylko lepiej.
Przepraszam za to, co zrobiłam. Już nie będę. Koniec.
; )

4 komentarze:

  1. Nie ma za co przepraszać.
    Wszyscy jesteśmy sami, tak bardzo sami.. i sami musimy brać w ręce ster swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jednak jest za co przepraszać.
      Prawda. Jesteśmy całkiem sami, ale właściwie to nie jest to takie smutne.

      Usuń
    2. Dla mnie na przykład jest. Zawsze pozostaje to nędzne poczucie swojej odrębności. To bycie uwięzionym we własnym ciele. Ten wrodzony egoizm, którego nie sposób się wyzbyć. Zawsze jesteśmy tylko my - i cała reszta, która jest dla nas tylko przedmiotem różnych relacji. To smutne.

      Usuń
    3. Świetnie to ująłeś. Ale skoro tak musi być... Nie może być inaczej, jak się to przyjmie do wiadomości, to można się już spokojnie uśmiechać. Życie jest chujowe, ale nie ma lepszego.

      Usuń