wtorek, 11 grudnia 2012

ciąg dalszy kiedy indziej

Ależ mi się chce spać. Więc dlaczego się nie położę? Bo gdybym w tej chwili poszła spać, to nie zrobiłabym obowiązkowego minimum trzech zadanek z matmy i kolejnych trzech z chemii, nie wkułabym kilku słówek z angielskiego i nie poćwiczyłabym gramatyki. Zapierdalam jak wół, naprawdę się nie obijam, a i tak nie realizuję minimum. Za mało, za mało, za mało. Ale niedługo skończę tę szkołę, zdam maturę z matmy rozszerzonej na 112% (100 to za mało), odpocznę, żeby od następnego roku zapierdalać gdzie indziej, jeszcze więcej, żreć tynk i studiować kierunek, z którego a. wyleją mnie, b. sama stwierdzę, że się nie nadaję, bo jestem głupia, c. zostanę nawet inżynierę, ale potem nie będę miała, co ze sobą zrobić, bo w tym kraju nie ma pracy i jeszcze wariant d. zostanę nawet inżynierę, ale potem dojdę do wniosku, że jestem humanistą. Co by nie było, to i tak spierdolę swoje życie, bo inaczej się nie da. I to nawet nie wynika z mojego urojonego indywidualizmu (z którego się leczę), ale wszystko w ogóle prowadzi do śmierci i tyle.
Na tym zakończę ten bełkot na razie. Wrócę we czwartek najwcześniej, jak już dowiem się czy mogę kontynuować naukę w szkole muzycznej. Jakie to przykre być na tyle utalentowanym muzykiem, matematykiem, humanistą i specjalistą w każdej dziedzinie. Zapierdalasz ile wlezie, a podobno robić wszystko to tak naprawdę nie robić nic.
Ale ja nie umiem się poświęcić jednej dziedzinie, nawet dwóm lub trzem. Wszystko lubię. Jednak biologii nie zdzierżę. Fuuuj.
Zdać egzamin, zdać egzamin, zdać egzamin.
Ze środy na czwartek się wyśpię. A później to już będzie z górki - filharmonia, acid drinkers, święta (sprzątanie i żarcie).

2 komentarze: