Tak. "Jutro koniec świata, a ja nie mam się w co ubrać." As always.
Zima. Co to jest w ogóle za pora roku? Piździ niemożliwie, nie można wyciągnąć ręki z kieszeni, wyglądam jak gruby eskimos, włosy się elektryzują, mam katar, nie można się ładnie ubrać (już pomijam, że nie mam w co), bo albo glany nie pasują albo ta wielka narciarska kurtka. A z kasą cienko.
Jak sobie myślę o tych starych dobrych czasach, kiedy było ciepło i człowiek sobie myślał, że w końcu ma pieniądze i nie wyda ich na pierdoły, tylko sobie kupi poważną kamerę i mikrofon o tajemniczej nazwie "shotgun", nakręci film i będzie sławnym reżyserę, to się łezka w oku kręci. A później powoli się okazywało, że dobry sprzęt kosztuje tak ze 4 tysiące, mikrofon 800 pln i jeszcze trzeba dokupić akcesoria, że matura w tym roku, i tak nie ma czasu na bawienie się w reżysera. A w ogóle to przecież ja się do niczego nie nadaję, nie umiem nawet mojej wizji zapisać w formie scenariusza.
Kasa poszła na tzw. "życie", o sukienkę na studniówkę to nawet nie chcę pytać, tak u nas słabo z pieniędzmi.
W ogóle po co mi to? Wydam tysiąc na te wszystkie pierdoły, po to, żeby raz w życiu wyglądać przyzwoicie (dobra, zawsze jestem piękna ; d), nawpierdalać się i mieć zdjęcie na pamiątkę.
Zima jest głupia. Chcę zapaść w sen zimowy. Chociaż nie wiem czy z końcem zimy przyjdzie lepszy czas. Ale na pewno cieplejszy. To już jakiś plus.
W każdym razie do utopii pozostało jakieś pół roku. To co robić teraz? Przeczekać? Przezimować? Potem i tak się okaże, że moja wyśniona utopia, to po prostu mniejsze zło.
Najgorzej to mi wieczorem przy tym słabym świetle lampki, kiedy nie wiem, co ze sobą zrobić. I doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że najlepiej zająć się teraz sprawami bieżącymi tj. maturą i muzyką. Ale ja chyba jestem taka, że muszę mieć jakiś poboczny problem w międzyczasie. No inaczej nie potrafię.
***
Gdzie jesteś? Chodź tu, pobawmy się. Mam dziką ochotę się pobawić.
Na wiele rzeczy mam ostatnio dziką ochotę.
Słabo tak umrzeć jutro.
A moim zdaniem fajnie byłoby umrzeć jutro. Popatrz..wszystko pójdzie się walić, Ty pójdziesz do "gdzieś" (zależy w co wierzysz), zero kłopotów/problemów. Jeśli jest takie coś jak reinkarnacja to zawsze można wierzyć, że nie zostanie się piaskiem. Piasek ma przesrane.
OdpowiedzUsuńAle nie spełniłam mojej "listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią".
UsuńTrochę w tym racji jest, jednak od bardzo nie dawna to chyba w nic nie wierzę.