Jak jest z byciem nieszczęśliwym? Czy można zmienić ten stan? Czy może to jest wrodzona cecha? Może niektórzy mają predyspozycje do bycia szczęśliwymi, podczas gdy inni jej nie mają?
A może to zależy od miliona czynników...
Na pewno coś się zmieniło u mnie.
Zmieniło się tyle, że o tym nie myślę i nie pozwalam sobie myśleć.
Zauważyłam, że myślenie oraz bycie świadomym konstrukcji tego świata (ludzie mówię, że mam złe, brzydkie, pesymistyczne założenia - trudno) absolutnie nie sprzyja byciu szczęśliwym.
Wobec tego gardzę czymś, co każe rezygnować z dociekań na tematy metafizyczne. Gardzę czymś co nie pozwala mi być ciekawym, a w zamian proponuje nieschodzący z ust, głupawy uśmieszek.
Z drugiej jednak strony prawdopodobnie głęboko tego pragnę.
Jak określiłabym siebie? Szczęśliwą czy nieszczęśliwą?
Myślę, że jest coś pomiędzy.
Jest mi też jakoś lepiej, troszeczkę jaśniej, a przede wszystkim BEZPIECZNIE.
I nie wracam nocami sama do domu.
Choć zawsze będę oswajać się z tym, że nic nie trwa wiecznie.
Nie, nie podoba mi się ten świat.
Moje dzisiejsze odkrycie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz