poniedziałek, 25 czerwca 2012

coraz dalej

Kiedy to było, honey? Wczoraj, przedwczoraj, może tydzień, miesiąc temu... Niepostrzeżenie na paluszkach minie rok od kiedy z trudem łapałaś powietrze w płuca. Zachłystywałaś się wolnością, rozkoszą i beztroską młodością. Ile już minęło od kiedy leżeliśmy na trawie - ja wpatrywałam się w tę zieleń zbyt nieśmiała, by spojrzeć w twoje wpatrzone we mnie oczy? Twój wzrok tak miło spoczywał na mnie, tak cudownie mnie krępował.
Ile już minęło od kiedy nazwałaś ten dzień najlepszym? Czas płynie bezlitośnie, zatrzymuje się tylko na chwileczkę w najlepszych momentach. Zawsze wówczas towarzyszy mi to uczucie. Leniwie odpoczywam, jest mi wygodnie jak nigdy i czuję, że mogłabym tu spędzić całe życie - na tej trawie zielonej i ciepłej, w troskliwych ramionach, trzymając się za ręce i biegnąc przed siebie.
W czasach najnieprzyjemniejszych przypominam sobie te chwile i zasypiam z mokrymi policzkami. Pora zwilżyć powieki.
Jednak ostatnio w tym momencie cudownym, którego nie powinien zakłócić nawet szept wiatru przemknęła niepokojąca myśl. Ciesz się póki możesz, bo zaraz to M I N I E.
I minęło.
Tymczasem wracam tam, gdzie zawsze będę chciała wrócić. Siedźmy tu i nie odzywajmy się. Kontemplujmy ciszę, ciepłe oddechy, poczucie, że "może więcej coś znaczysz". Rozkoszujmy się tą chwilą jak najdłużej, wykorzystajmy ją do granic możliwości, żeby móc sobie przypomnieć, gdy opuszczą nas wszelkie dobre emocje.
Taką chcę być, taką chcę siebie zapamiętać - wolną, pewną swojej wartości i  zachowującą zdrowy rozsądek.
Ale to już było...
***
Źle się czuję. Ktoś bardzo zręcznie, delikatnie otworzył zamkniętą szczelnie, schowaną puszeczkę. Kiedyś należała chyba do Pandory.
Ale było fajnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz