Na początku chcę uprzedzić wszystkie osoby, które irytuje piłka nożna (Elżbieta W., możesz wyjść), że notka będzie o Euro 2012. I sprawach z nim związanymi.
Trochę czasu upłynęło zanim poukładałam sobie wszystko, co chciałam powiedzieć na ten temat.
Szczerze mówiąc, sama zdziwiłam się zmianą, jaka ostatnio u mnie zaszła. Coś się obudziło i rzeczywiście spało bardzo długo. A może drzemało, bo miewałam momenty pobieżnego zainteresowania się futbolem, no bo przecież "nasi grają!".
Spodziewać jednak można się było mojej ekscytacji - Euro - taka wielka impreza odbywa się w Polsce - przyjadą przystojni turyści, do budżetu państwa wpłyną dochody, wszyscy będą o nas mówić. No i pierwszy mecz z udziałem naszej reprezentacji. Czekałam na niego dobre kilka dni.
Wiecie, piłka nożna to nie jest sprawa sportowców, ekspertów, czy prawdziwych mężczyzn z dorodnym mięśniem piwnym, ale przede wszystkim Polaków. Nie mówię, że każdy powinien się poczuwać do tego, by jak jeden mąż zasiąść przed telewizorem i krzyczeć "Polska gola!". Ja osobiście mam taki nakaz, a może impuls właściwie, w sobie.Odzywa się co jakiś czas. Bardzo identyfikuję się z moim krajem. Chciałabym, żeby liczył się na arenie międzynarodowej, żebyśmy nie byli wieśniakami z prowincji, z Pipidówy, co to nawet nie umieją piłki kopać. Mamy przyczepioną łatkę złodziei, pijaków i nieudaczników. To się oczywiście zmienia, nie wszyscy mają takie zdanie o Polakach (na pewno nie Hetfield, hehe), a kiedyś z tym wizerunkiem było jeszcze gorzej. Chciałabym bardzo, żebyśmy zaistnieli, żeby sytuacja się w tym kraju polepszyła, żeby ludzie chcieli tu wracać.
Przecież to naprawdę piękne miejsce. Mam i zawsze będę mieć wielki sentyment do mojego kraju. Brudne chodniki, ciemne bramy, Rumuni, którzy mówią mi "Dzień dobry" na ulicy (bardzo wychowany naród) i pan, który chce mi wiecznie sprzedać fajki na Ruskiej. Nie powiem, że cały w tym urok, ale jak nadejdą gorsze tj. starsze czasy, pewnie to właśnie będę pamiętać. Wspominać z uśmiechem, bo tu się urodziłam i spędziłam moje najlepsze lata. Tu jest moje tło do najpiękniejszych wydarzeń. A przecież tło jest ważne.
Niby nic specjalnego - 11 facetów kopie piłkę. Nie są w stanie zainteresować nawet dwulatka. Jednak ja nie mogę usiedzieć w miejscu, bo to nie jest zwykła gra. To jest wojna, absurdalnie pokojowa, ale liczy się tylko zwycięstwo. Więc o to nasi - my, których zawsze będę tak nazywać, choć to właściwie zawodowcy, którym ktoś zapłacił za reprezentowanie Polski. Mimo iż to naiwne, ja czuję tu patriotyzm. Nie wiem, dlaczego to takie ważne dla mnie, byśmy wygrali. Przeżywam to jakby od wygranej zależało wszystko. Zwycięstwo chyba nigdzie nie jest tak emocjonujące. To nie tylko zwycięstwo strzelca, drużyny, trenera. To zwycięstwo wszystkich Polaków.
Porażka boli porównywalnie jak sukces cieszy. Mi jest zwyczajnie przykro, ponieważ taka szansa nie zdarza się często. Ten piękny mecz z Rosją - pojawiła się iskierka nadziei. Przemieniła się w płomień i w sobotę wynik był już przesądzony - planowaliśmy mecz z Niemcami w ćwierćfinale. Przeliczyliśmy się, to było zbyt oczywiste. Myślę, że my - jako kibice mieliśmy za mało pokory.
Cóż, nie było tak źle jak źle być mogło. Nic się nie stało. Jak dobry kibic jestem wierna i po porażce. Jednak akurat mogło się coś stać. Ile trzeba czekać na jakieś odwrócenie losu? Nie możemy wciąż wspominać historycznego sukcesu sprzed prawie 40 lat. Mówimy "nic się nie stało" i rzeczywiście, trzeba wspierać swoich, ale może już czas, by wyciągnąć wnioski i by coś się stało.
Przykro mi, może, gdybyśmy się dostali do ćwierćfinałów, coś by się zmieniło.Wciąż słyszymy o "polskich obozach śmierci" lub, że jesteśmy rasistami (źródło: http://www.polskatimes.pl/artykul/585709,sol-campbell-ostrzega-anglikow-nie-jedzcie-na-euro-2012-bo,id,t.html?cookie=1).
No, nie chciałam, żeby wyszedł bełkot pseudopatriotyczny. Mam nadzieję, że mi się udało.
Jeszcze dodatek:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz