Iskra. Zaczynasz się palić pięknym, oślepiającym płomieniem. Cud i "moje szczęście" - tak o Tobie mówią. Przynależysz. Ciekawe jak długo? Widać szczęście ma tylko trochę ponad 1 m długości. A ty wciąż rośniesz.
Pierwszy wdech. Pierwszy krzyk.
Dlaczego płaczesz, gdy przychodzisz na świat?
Na początku zachłystujesz się życiem. Tak, twój układ oddechowy nie jest jeszcze do niego przystosowany. Zadyszka, ale to nic, biegniesz dalej. Wydajesz się w stu procentach wypełniać radę Horacego.
Do czasu kiedy to przestajesz słodzić herbatę i tracisz wesołość, by w końcu skrystalizował się w Tobie nieoptymista i nierealista. Piwo już nie jest gorzkie i paskudne. Zdarza Ci się okłamywać mamę.
Który to już raz? Przyzwyczajony już jesteś do tutejszego powietrza. Zachłannie zaciągasz się trucizną. Tutaj - na naszej planecie - z przymusu bawimy się zapałkami i palimy papierosy. My - szaleni piromani. Chodzimy z poparzonymi dłoniami, poobgryzanymi paznokciami. Nie patrzymy w lustro. Przecież bezpieczna zabawa ogniem to jak oksymoron, nieprawdaż? Za sobą już mamy niewinne kradzieże zapałek lub większe przewinienia - jak podpalenie stodoły.
Co jakiś czas musisz strzepnąć z siebie nurtujące wyrzuty sumienia - zalegającą kupkę popiołu.
Wdech.
Widzisz, że jest cię coraz mniej? Poznałeś kłującą prawdę. Już nie krztusisz się zabójczym dymem. Doświadczenie robi swoje.
A zastanawiałeś się kiedyś skąd się tu wziąłeś? Może spoczywasz między dwoma palcami niebiańskiej dłoni? A może nie? Może przechodzisz z rąk do rąk, by każdy użytkownik mógł wyciągnąć z Ciebie jak najwięcej? Może ty też trzymasz kogoś w dłoni i przyczyniasz się do jego powolnego rozkładu?
A może to Twoje własne dłonie? Tylko na sobie możesz polegać.
Takie rozmyślania niezwłocznie trzeba popić. Wybierz sobie którąś ciecz z barku. I kolejny głęboki wdech. Jak u lekarza.
Mimo iż jesteś sfatygowany jak ścierka do podłogi to lubisz marzyć i spoglądać w ciemne niebo. Myślisz nawet, że "więcej coś znaczysz". Chcesz tu zostać, choć nie jest to najlepsze miejsce. Ale wiesz, lepszych pokoi nie mieli. Nie ma takich z widokiem na morze i wodnym łóżkiem. To hotel niższej klasy. Nie łudź się, że gdzieś istnieją pięciogwiazdkowe.
Jednak nieustannie masz nadzieję. Taka Twoja natura. Gonisz za życiem, którego nie możesz złapać. Ucieka Ci między palcami. Chcesz ogrzać się jego ciepłym ogniem, chociaż wiesz, że przypłacisz to fragmentami zwęglonej skóry. Uporczywym pieczeniem.
Życie ulatnia się na Twoich oczach. Zostawia po sobie piękny ślad. Chciałbyś być tu i teraz, zawsze być, być pamiętanym. Ale może, może na pewno zapamiętają nas tylko te zimne ściany, ten asfalt, po którym codziennie stąpają Twoje stopy. One też kiedyś utoną w otchłani. Ale Ty prędzej. Ty się spalasz. Jesteś tylko mrugnięciem oka w historii świata.
"Bywało lepiej i gorzej" mówisz głosem mędrca, wciągając kolejną porcję. Tak właśnie jest. Sprawy wciąż ulegają przeterminowaniu. Tak jak ludzie. Skąd wiesz, że nie stracisz tego, co masz? Tak naprawdę nie masz niczego.
Masz tylko siebie. Jesteś sam, choćbyś kochał i był kochany. Zawsze jesteś sam, a przytulanie pluszowego misia nie przynosi Ci ukojenia w najgorszych momentach. Obiecujesz sobie być twardym, ale przy każdym ciosie zwijasz się tak samo w kłębek i kołyszesz się bezradnie.
Wdech. Głęboko, do płuc.
Dlaczego pokasłujesz coraz częściej? Seans zbliża się do końca. Zostało Cię bardzo malutko. Ale to jest Twoja najlepsza część - ta wydestylowana, która dotarła aż tutaj. Pora zrobić rachunek sumienia zanim zostaniesz brutalnie zgaszony w popielniczce i wytrzepany z resztek życia. Pożegnaj się ładnie i podziękuj. Komukolwiek.
1...
2...
Weź ostatni wdech...
3...
U nas w popielniczce, czy na mokrej ziemi wszyscy jesteśmy tacy sami. Zużyte, podeptane pety. To my. Każdy z nas miał swoją historię. Ale to już bez znaczenia.
***Celebruję sobie te małe chwile, a tak naprawdę nie ma w tym nic poetyckiego. To tylko przyzwyczajenie.
Z dedykacją dla tych, którzy
przekwitli, skończyli się lub wypalili.
I wszystkich innych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz