Nie wiem z jakiej racji żyjemy sobie na tym świecie z chorym przeświadczeniem, że coś nam się należy. Na wszystko trzeba sobie zasłużyć, a często i to nie wystarczy. Rzecz losowa. Mama w dzieciństwie zawsze tłumaczyła mi, żebym nie brała od nieznajomych lizaczków i cukierków, bo kiedyś przyjdą zabrać coś ode mnie. Chujowe pieprzone życie. Ale nie można tak mówić. Bo sami jesteśmy sobie winni. Wszystko, co robię i czego nie robię - jestem przy tym świadoma i trzeźwa. Wiem, w co się pakuję. Wiem, że tylko robię na złość samej sobie. Takie jednak rozbicie. Porwę się za chwilę. Tak szarpię się ze s
obą. Nie bądź głupia. Nie bądź głupia.
A może by tak?
Może
jednak?
A potem, zwątpienie. Nie. Nigdy. Uspokój się.
Więc w zamian biorę ślub z substytutami. Materialnymi, płynnymi i gazowymi. Dym, dym, dym.
Kasa i pełnoletność to zgubne połączenie.
***
I'm getting older
I'm getting older
But there's still
Lot of space in my bed
I'm getting older
Too old to be a mother again
But there's a place in my heart
That is still unoccupied
So come on, come on, come on...
Don't be late
Before this life will turn to death
Bez przesady, nie masz czasu aż do śmierci
I'm getting older and i'm going to changes.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz