poniedziałek, 14 maja 2012

schowane pod grzywką

Obecnie nie mam grzywki, ale nie o to chodzi. Jest takie miejsce, gdzie chowam was, chowam siebie i to, czego nikt nie powinien zobaczyć. Ale ja codziennie tam zaglądam, żeby przypomnieć sobie, co należy robić. Poukładać. Pomarzyć. Pomyśleć. Wyciągnąć te zapisane, pomięte karteczki z samego dna. Poczytać każdą przeszłą chwilę, którą pamiętam. I poczuć ją znowu. Poczuć to, co ma się wydarzyć, a może tylko chciałabym, żeby się wydarzyło, może jest nierealne i odległe. Patrzę też na swoje odbicie, ale nie zachwycam się nad urodą, a raczej nad nieurodą.
Żyję w dymie. Muszę coś mieć przy sobie. Okrycie, mgłę, żeby mnie nie było całej widać. Nie jestem pewna, dlaczego tak jest, ale dym, ten przenośny, jest ze mną od dawna. A od niedawna lubię go urzeczywistniać.  Ale bywają takie momenty, może raz na 2 lata, ale średnio wyszłoby więcej, gdy go nie potrzebuję. Tak bardzo chciałabym go zrzucić - mego kochanka, który wciąż jest ze mną i chroni mnie przed szczęściem i nieszczęściem. Przytula zimnym podmuchem. Bo jest tylko dymem.
Może tak trzeba. Zawsze mówię "rób to, co chcesz". Czasem nie jest tak łatwo.
I tak zawsze jesteśmy sami.
Zostanie ze mną tylko mój dym i ta druga mądrzejsza we mnie.
Jednak... może...
***
Dawno temu zastygłam.
...
Gram w to jeszcze raz.
Zagram z tobą i zginę.


To czyja teraz kolej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz